Hej dziewczynki.
Jestem już w Krakowie ale Tadziu przytargał z Warszawy straszny katar:-

-( Co do spotakania to tak jak dziewczyny już pisały było naprawdę bardzo miło ale chyba jednak lepszym miejscem byłoby coś spokojniejszego bo w tym Kolorado to okropny był sajgon

Dziewczynki wkleję Wam treść maila jakiego dostałam od siostry. Jeśli któraś z Was chciałaby jakoś wspomóc rodzinę o której poniżej mowa to zgłaszajcie sie do mnie na PW.
Mała Ola- nasza sąsiadka od urodzenia boryka się z niezidentyfikowaną chorobą. Rodzice przeszli z nią już szereg badań i konsultacji. Poprawy jednak brak. Ola cały czas jest leczona i rehabilitowana, ale brak jednoznacznej diagnozy bardzo utrudnia cały proces. Wśród lekarzy polskich- zmowa milczenia. Wszyscy utrzymują, że potrafią pomóc, nikt nie pomaga. Dlaczego? Bo nikt nie wie co Oli dolega. Tego nie można jednak przyznać otwarcie, bo wtedy trzeba by skierować dziecko na leczenie za granicę i musiałby to opłacić NFZ. Dlatego na wszelki wypadek wszyscy milczą i udają, że coś robią.
Ale do rzeczy. Tata Oli namierzył w Niemczech w Monachium klinikę, która naprawdę leczy i wspomaga rozwój takich dzieci jak Ola. Poznał też inną polską rodzinę, która przechodziła to samo co oni. Dziś ich synek, po leczeniu w tej klinice samodzielnie (przy pomocy zrobionych tam stabilizatorów) śmiga po schodach w górę i w dół. Tego samego chcieliby rodzice dla Oli. My również, więc choć oni o to nie proszą (nic nie wiedzą o całej akcji) chcemy im pomóc- to ma być taki prezent na Boże Narodzenie.
Gosia i Jarek ledwie wiążą koniec z końcem, więc wiemy, że nie mają żadnych szans podołać finansowo temu przedsięwzięciu. Oboje bardzo ciężko pracują, ale rehabilitacja Oli i kredyty na dom pochłaniają każdy grosz. Dlatego chcemy uzbierać ile się da i przekazać im pieniądze jeszcze przed Świętami. Jeżeli ktoś z Was chce i może pomóc- prosimy o przekazywanie pieniędzy do mnie albo do Roberta do końca tego tygodnia (najlepiej w kopertach). Każda suma jest ważna. Nie potrafimy oszacować ile to wszystko będzie kosztować. Konieczne będą prawdopodobnie dwie wizyty. Pierwsza w celu dokonania oceny, czy klinika może Oli pomóc. Druga – to co najmniej trzydniowy pobyt w celu dokonania wszystkich badań.
I jeszcze jedno: na miejscu potrzebny będzie tłumacz. Jeżeli ktoś może pomóc i w tym względzie- tzn. zna tam na miejscu osobę posługującą się j. polskim i niemieckim – prosimy o informację. Jarek zna angielski ale to może nie wystarczyć.
To tyle, czas brać się do pracy
W razie wątpliwości-dzwońcie
Pozdrawiam Eliza