Paula świetnie!!! Mężowie Darosławowie



Tak też myślałam, że wciąga.... ale Marcel nie daje mi raczej popisać... no chyba, że tatuś w domku i wymyśla zabawy, albo ucina sobie drzemkę, tak jak teraz. A ja nie palę, nie piję, nie biorę to w końcu też mi się coś należy... hi hi hi
a ta szczepionka :-

-(już się boję, zawsze mi przykro... Ja też wykupowałam te skojarzone i nic po nich nie było mam nadzieję, że teraz będzie tak samo... mam już dość przygód z lekarzami
Paula z tą krwią to długa historia...
Z tym żelazem to właśnie kiepska sprawa. Jakoś w siódmym miesiącu zaczął mi gorączkować i nie mogłam zbić gorączki. Byłam u lekarza i on stwierdził, że może to być trzydniówka ale trzeba oczywiście sprawdzić mocz. W moczu była bakteria (z tym, że mocz pobierałam do woreczka i było bardzo prawdopodobne, że wynik jest wątpliwy ) i jak poszłam w piątek z wynikiem to dał skierowanie do szpitala, na wszelki wypadek bo jest weekend i tylko tam powtórzą badanie moczu dla pewności. W szpitalu lekarze oczywiście nie liczą się ze zdaniem rodzica tylko sami robią co uważają, więc kobieta nawet nie powtórzyła moczu, pobrała krew, która jak nas poinformowała jest w porządku, ale poda antybiotyk na wszelki wypadek infekcji dróg moczowych, sugerując się tym wynikiem z którym przyszłam. Byłam okropnie zła i może nawet za dużo jej powiedziałam ale cóż... nie mogłam ryzykować i zabierać Marcela do domu, więc najpierw podali mu antybiotyk (przez wenflon w główce :-() a następnego dnia kazali pobrać mocz na posiew. (dodam jeszcze, że wenflon był źle wbity i nie bardzo szedł ten antybiotyk swoją drogą 3 razy dziennie, i po 3 dniach zmienili i wkłuli w nóżkę) Następnego dnia wysypało Marcelka na brzuszku, i to była trzydniówka, a z tą infekcją to do końca nie wiem... Oni upierają się, że coś tam było, ale potem wynik z rana po antybiotyku był jałowy i wypisali go już po 4-5 dniach, a zazwyczaj na infekcję dróg moczowych antybiotyk podaje się 7-10 dni więc nie wiem. Ogólnie jestem źle nastawiona do lekarzy i teraz ta sprawa krwi. Jeździłam po różnych specjalistach neurolog, fizjoterapeuta bo niepokoiło mnie, że Marcelek nie chce sam siadać i nie miał odruch chwytnego, np. żeby złapać mamę za rączki. i Neurolog jak zobaczyła jego wypis ze szpitala była w szoku, że go wypisali nie powtarzając morfologii, co więcej nic nie mówiąc rodzicom i nie podając żelaza... i dopiero jakiś miesiąc temu to wyszło. Więc problem morfologii zaczął się prawdopodobnie przy okazji trzydniówki, gorączka, brak apetytu itp a dopiero miesiąc temu to wyszło i to też tylko przez naszą nadgorliwość i jeżdżenie po lekarzach. a przecież po wyjściu ze szpitala byłam chyba z 10 razy u lekarza, po skierowania na badania moczu i z wynikami. Ale to świadczy o ich podejściu. Trzeba ich naprawdę bardzo pilnować
W rezultacie badanie krwi powtórzyłam już w Warszawie, skonsultowałam z tamtą babką i dopiero tutaj przyszłam po recepty. Ale oczywiście podać trzeba ale nie wytłumaczyli dlaczego wcześniej nie zareagowali... Wysłuchali tylko co miałam do powiedzenia na lekarza, który robił wypis, bo on właśnie był Marcelka pediatrą i pracował również w szpitalu.
więc tak to się przedtawia... o mój brzdąc wstał
więc lecę buziaki i uściski