Hej dziewczynki!!!
mam dylemat byłam dziś na spacerku z moim Marcelinem, ale troszkę się zmartwiłam ... Jak wstąpiła do sklepu to kobitka mnie zaczepiła że za zimno z dzieckiem wychodzić hmmmm a było -14. Zawsze go cieplutko ubieram w jego dwuczęściowy kombinezonik i kremuje buźkę specjalnym kremikiem no i ma jeszcze specjalny zimowy śpiworek do wózka... ale jak wpadłam z kobietą w dyskusję to mi palnęła, że nawet w radiu trąbią, żeby z takimi małymi dziećmi nie wychodzić.. co o tym myślicie??
Paula No widzę, że nie tylko ja mam takie zdanie o służbie zdrowia... trzeba mieć naprawdę szczęście, żeby trafić na kogoś normalnego... Ja miałam trochę dolegliwości w ciąży, po porodzie chodziłam z segregatorem badań i prosiłam się, żeby mnie wysłuchali i dobrze zbadali Marcelka bo ogólnie to odbywało się jak rzutem na taśmę. A sam poród hmmmm
15.12.- termin porodu,
25.12 -spadek tętna małego do 90 na ktg i łaskawe przyjęcie
26.12 - dieta kroplówkowa- niby ze względu na konieczność zabiegu na rozwarcie
27.12 -dieta kroplówkowa c.d., zdjęcie cewnika; ok g.18 na salę porodową
28.12 -ciągle brak rozwarcia; niby 100% zabieg nie zadziałał i całe szczęście, bo byłoby po nas gdybym zaczęła rodzić!!!
Nikt nawet skruchy nie okazał i nie przeprosił...no ale... po spadku tętna małego do 60 ja dostałam drgawek i nie mogłam się uspokoić, wezwali cały sztab na czele z profesorem, a że to był dzień planowanych cesarek to łaskawie wstrzymali kolejkę i szybko pod nóż mnie wcisnęli
ale jedno przyznam, nie ma tak wysokiej skali oceny jaką mogłabym przyznać anastezjologom, ich podejściu i fachowości... super faceci!! No i trzecia położna, tylko ona powiedziała mi, że mogło być po nas gdybym zaczęła rodzić, i że w ogóle co za pomysł żebym po trzech dniach na głodzie podchodziła do porodu...wpuścili męża na cesarkę, a ta położna nawet robiła nam zdjęcia, mąż ją poprosił :-)
dlatego z Marcelkiem dmucham na zimne i często słyszę, że przesadzam, ale wolę sprawdzić niż się zdziwić po czasie. A lekarze i tak swoje najmądrzejsi i najważniejsi, zdanie matki nieistotne. Średnie tętno z ktg małego zawsze było 126 a oni uparcie twierdzili, że jest ok. Okazało się, że był owinięty pępowiną, spodziewam się,że nawet w dniu, w którym mnie przyjęli... dlatego myślę, że swoje biedaczek przeszedł i to tylko przez zuchwalstwo lekarzy...ehhhh długo bym mogła pisać...
No ale teraz na koniec, żeby nie było tak pesymistycznie to jesteśmy mocno przytulającą się rodzinką i bacznie obserwujemy naszego synalka!! i chwała Panu nic groźnego się nie dzieje ;-);-)
a teraz
Dobranoc Wszystkim