viki31
mama Damiana i Pabla:)
czesc:-)
wczoraj mielismy znow ciezki dzien..
Paweł płakał z bolu a ja nie wiedziałam jak mu pomóc..za kazdym razem jak tylko usiadł na nocnik to koszmar, płacz i żałosne wołanie "mama" "ała"
mowie wam strasznie, ale w koncu po 18 zrobił kupe, nie jakos duzo ale i nie malo, mam nadzieje ze dzis juz "pójdzie" lepiej.
powiem wam ze u nas to piewrwsza taka sytuacja, tzn taki problem, nigdy nie bylo z tym kłopotów, i nikomu nie zycze...
poza tym wczoraj cały dzien lało, chciałąm wyjsc z mlodym troche na dwór ale on nie da sobie włożyc kaloszy...ryk i histeria..w koncu odpuscilam ubrałam mu adidasy wziełam kurtke przeciwdeszczową...wyszlismy ale po paru minutach zaczeło padac dosc mocno..chciałam mlodemu ubrac tą kurtke ale znow ryk, nawet sobie nie dał ręki włozyc...
co za uparciuch, jak sobie coś ubzdura to koniec...
tak wiec wrócilismy do domu i tyle bylo z frajdy na deszczu..no a w domu to juz nie wiedziałąm czym go zająć bo cokolwiek by nie robił to musiałąm byc obok niego...
i tak cały dzien albo za mną łaził albo ciagnął mnie za reke bym siedziala obok niego...
kurka musze to jakos zmienic zeby zaczał sie sam bawic.
ale wiecie jak mysle ze to wina tego ze on ciagle jest tylko ze mna....
nie wiem..moze sie myle...

wczoraj mielismy znow ciezki dzien..
Paweł płakał z bolu a ja nie wiedziałam jak mu pomóc..za kazdym razem jak tylko usiadł na nocnik to koszmar, płacz i żałosne wołanie "mama" "ała"
mowie wam strasznie, ale w koncu po 18 zrobił kupe, nie jakos duzo ale i nie malo, mam nadzieje ze dzis juz "pójdzie" lepiej.
powiem wam ze u nas to piewrwsza taka sytuacja, tzn taki problem, nigdy nie bylo z tym kłopotów, i nikomu nie zycze...
poza tym wczoraj cały dzien lało, chciałąm wyjsc z mlodym troche na dwór ale on nie da sobie włożyc kaloszy...ryk i histeria..w koncu odpuscilam ubrałam mu adidasy wziełam kurtke przeciwdeszczową...wyszlismy ale po paru minutach zaczeło padac dosc mocno..chciałam mlodemu ubrac tą kurtke ale znow ryk, nawet sobie nie dał ręki włozyc...
co za uparciuch, jak sobie coś ubzdura to koniec...
tak wiec wrócilismy do domu i tyle bylo z frajdy na deszczu..no a w domu to juz nie wiedziałąm czym go zająć bo cokolwiek by nie robił to musiałąm byc obok niego...
i tak cały dzien albo za mną łaził albo ciagnął mnie za reke bym siedziala obok niego...
kurka musze to jakos zmienic zeby zaczał sie sam bawic.
ale wiecie jak mysle ze to wina tego ze on ciagle jest tylko ze mna....
nie wiem..moze sie myle...








