Asmodis, fajnie, że Twojemu mężowi udało się z tym urlopem w końcu

Zlitowali się nad nim?
Mój bedzie mnie wspierał 24 godz na dobę od końca listopada. Nie wiem co będziemy robić razem wtedy. Chyba snuć marzenia i plany, bo sił na wicie gniazda to już mieć nie będę. Teraz mi się już nie chce, a tu jeszcze tyle zakupów. Mam wreszcie wypłatę na koncie, więc jutro lecę buszować :-)
Ale sprzątania, prania, prasowania mam już serdecznie dość. Męczę się po 5 minutach.
Poza tym zafundowaliśmy sobie dodatkowe atrakcje, bo stwierdziliśmy, że musimy kupić nową lodówkę. Mamy jakąś małą, starą ruską maszynę, która ledwo zipie i nawet nie będzie gdzie mleczka dla dzidzi zamrażać, jak będę już mata karmiąca :-(
Mam więc dość buszowania po necie i jeżdżenia po sklepach.
Poza tym czymś się strułam. Poranek zaczęłam od serii wyścigów do ubikacji. Pogimnastykowałam się nad muszlą i teraz żyję o bułce z masłem i herbacie z liśćmi mięty.

Widziałam się z moją doktorką, zbadała mnie i nie stwierdziła nic groźnego dla maluszka, wiec to raczej zwykłe zatrucie. Mam nadzieje....
Tak jak Wy, chciałabym mieć już malucha obok siebie. Końcowe odliczanie jest męczące.
O rany...jak ja strasznie dziś narzekam. Zamykam się i nic już nie mówię, żebyście mnie stąd nie wywaliły za to marudzenie
Miłego popołudnia Wam życzę.