dzien dobry
weronika ty zdolniacho!!!!!!!!!!!portrety super!!
godne podziwu ze znajdujesz czas a przede wszystkim siłe na tyle rzeczy
aneczka wpadnij na kawe do mnie

a ty nie spisz po nocce?
dota u nas tez słoneczko:-)
aga jak tam temat chrzestnych?wybraliście juz kogos?
powiem szczerze ze u mnie teraz tez byłby problem, no ale na szczescie nie bede musiała się tym juz martwic

;-)
a u nas był szalony tydzien, pasowanie pawła na przedszkolaka, wyjazd męza, w weekend bylam na zlocie "czarownic" w poznaniu:-) wiecie takie babskie spotkanie, ale bylo fajnie tylko odzwyczaiłam sie od takich imprez. w sobote poszłam spac o 5 nad ranem a o 9 juz wstałam bo trzeba bylo wracac do lodzi...oj ale sie czułam...masakra normalnie.
a w sobote moj damian do mnie dzwoni i mowi, " mamo wszystko u nas ok, tylko valdi pojechal z pawłem do szpitala...ale nie martw sie"
kurde az mi sie goraco zrobiło....
dzwonie do V i faktycznie jechali do szpitala.
wychodzili ze sklepu, paweł szalał i sam chcial isc.V chciał go za reke chwycic bo jechał samochód, ten sie zaczał wyrywac, wykrecac i tak jakos niefortunnie to zrobil ze w samochodzie płacz ze go ręka boli...
w domu to samo, po 15 minutach nie mogł ruszac ręką wogóle ani paluszkow złozyc w piąstke.
okazało sie ze to jakies podwichniecie ktore czesto sie zdarza u małych dzieci

w szpitalu lekarz nastawiał mu reke. kazal czekac 30 minut, ale nie bardzo pomogło. dali mu wiec paracetamol bo juz nie wiedzieli czy faktycznie go boli czy juz sie po prostu boi ruszac ta reką.
po paracetamolu kazali czekac znow 20 minut. po tym mógł juz zginac w lokciu ale nie mogł przekręcac, wiec pan dr kazał v trzymac go za bark i znow nastawiał reke.
ponoc mlody wył ale po wszytskim jak ręką odjął...wszystko wrocilo do normy jak gdyby nigdy nic..i mloody pozegnał sie z wszystkimi w szpitalu i stwierdził ze bylo nawet fajnie...
a ja w tym poznaniu odchodziłam od zmysłow:-(
no ale na szczescie nic powaznego sie nie stalo i wszytsko mialo dobry koniec.
no i tyle u nas.
od wczoraj jestem sama z chlopakami a v wróci okolo 10 grudnia wiec troche czasu bede sama:-(
ale jakos trzeba dac rade...najbardziej boje sie sniegów...bo dojazd tu do naszego domu jest kiepski i jak zasypie to bedzie kosmos...
echh