U nas nocka dziś na szczęście lepsza niż wczoraj. Wczoraj byliśmy w restauracji zarezerwować obiad po chrzcinach, wybraliśmy takie menu: na stole będą stały tace z przystawkami włoskimi - wędliny i sery. Do wyboru będzie zupa cebulowa, krem z pomidorów i rosół, a na drugie (też do wyboru): Filet z kurczaka grilowany z sałatką i pieczonymi ziemniakami z rozmarynem i czosnkiem, Polędwiczki wieprzowe w sosie śmietanowo-grzybowym z zapiekanymi ziemniakami i gotowanymi warzywami i Polędwica wieprzowa nadziewana mozzarellą, szynką i brokułami w sosie winnym z zielonym pieprzem i rozmarynem z zapiekanymi ziemniakami i gotowanymi warzywami. Do tego zimne napoje, kawa, herbata.
Tylko żebym czasami na bardzo nie cieszyła się tym dniem to moja teściowa robi wszystko żeby mi go zepsuć, wczoraj to się aż popłakałam dlaczego ona nie może uszanować, że to jest dzień mój, Michała i Emilki, a nie jej, sąsiadów, chrzestnych i całej rodziny. Wyobraźcie sobie, że wysłała do mnie wypełnione zaproszenia, nawet ze znaczkami, żebym ja powysyłała do jakiś ludzi. Nawet nie zaproszenia tylko "POWIADOMIENIA". Coś w stylu "uprzejmie zawiadamiam, że biorę ślub ale nie jesteście zaproszeni" - dla mnie to byłby szczyt chamstwa takie coś komuś wysłać. Poza tym jesteśmy po ślubie 3 i pół roku, a teraz to będzie tylko uroczystość w kościele, trzeba było w 2008 wymyślać, że chce wesele robić a nie teraz kiedy ja chrzczę dziecko. Szkoda, że niektórzy ludzie mają jakieś dziwne priorytety. Powiem wam, że żałuje, że w ogóle im powiedzieliśmy o tym ślubie, trzeba było mówić, że chrzest i nic o ślubie nie wspominać. Mama mi mówi, że muszę to jakoś przetrwać. Tylko, że chciałabym żeby ten dzień był dla mnie piękny i szczęśliwy, a nie że muszę go jakoś przetrwać. :-

-

-(