becia84
Fanka BB :)
Witam późną porą,
cały dzień nadrabiałam kilkudniowe zaległości. Dużo się działo w tym tygodniu i ogólnie miałam urwanie głowy.
Nie chcę Wam tu smęcić, ale nie mam już siły. Sytuacja z M mnie przerasta. To w jaki sposób mnie traktuje sprawia, że coraz bardziej dojrzewam do tego by podjąć decyzję o rozstaniu. Dla swojego dobra, ale przede wszystkim dla dobra maluszka. Jestem chodzącym kłębkiem nerwów. Teraz też jestem sama w domu podczas gdy on upija się z sąsiadem. Ciężko po 10 latach bycia razem, po prawie 3 letnich staraniach o dzidzie, właśnie w czasie ciąży przeżywać to wszystko do tego stopnia, że widmo rozstania staje się naprawdę realne. Gdybym patrzała na nas z boku to bym pomyślała "nad czym ty się dziewczyno zastanawiasz?". Bardziej upokorzyć i bardziej pokazywać swojego lekceważenia się nie da. Boże daj mi siłę do podjęcia właściwej decyzji!
cały dzień nadrabiałam kilkudniowe zaległości. Dużo się działo w tym tygodniu i ogólnie miałam urwanie głowy.
Nie chcę Wam tu smęcić, ale nie mam już siły. Sytuacja z M mnie przerasta. To w jaki sposób mnie traktuje sprawia, że coraz bardziej dojrzewam do tego by podjąć decyzję o rozstaniu. Dla swojego dobra, ale przede wszystkim dla dobra maluszka. Jestem chodzącym kłębkiem nerwów. Teraz też jestem sama w domu podczas gdy on upija się z sąsiadem. Ciężko po 10 latach bycia razem, po prawie 3 letnich staraniach o dzidzie, właśnie w czasie ciąży przeżywać to wszystko do tego stopnia, że widmo rozstania staje się naprawdę realne. Gdybym patrzała na nas z boku to bym pomyślała "nad czym ty się dziewczyno zastanawiasz?". Bardziej upokorzyć i bardziej pokazywać swojego lekceważenia się nie da. Boże daj mi siłę do podjęcia właściwej decyzji!

. Moja wyjściowa waga to 48 kg, więc sądziłam, że mogę sobie pofolgować trochę, zwłaszcza że pierwszy trymestr przebiegl pod znakiem uporczywych nudności (i nie tylko) i waga stała w miejscu. Jednak w drugim trym ostro ruszyła - i teraz jestem 53,5kg żywej wagi , wmawiam sobie i mężowi
Jak to okropnie wyło/piszczało
Po pół godzinie stania w szlafroku i kapciach na ulicy (deszcz!!!) chłopaki posprawdzali cały budynek (nic nie znaleźli), alarm sam się wyłączył, więc do spania... Po niecałej 1,5 godziny to samo!!!
Nie udało się (nikt nie odbierał) i wreszcie chłopaki zaproponowali, że odłączą czujki z prądu (czytaj: wyrwą od nich kable, bo inaczej się nie da....). Podziałało, ale za to dzisiaj o godzinie nie wiadomo której ma przyjść elektryk i posprawdzać co się stało
Masakra...