• Przypominam, że dalej nasza forumowa mama potrzebuje Twojej pomocy 💖 Jeśli możesz wpłacić nawet drobną kwotę, to prosimy zrób to Kliknij

reklama

In vitro

Witam
Jestem tu nowa. Z racji potrzeby wygadania sie i nie trzymania tego w sobie postanowilam napisac. Napisac o swojej drodze do upragnionego dziecka. Nadze starania trwaly 6 lat. Ciezkich lat pierwsze proby 2 lata naturalnie potem inseminacje w koncu konsultacja w klinince nieplodnosci. Pierwsza stymulacja ok uzyskalam 4 zarodki. W tym 4 straty. Kolejna stymulacja zakonczyla sie przestymulowaniem. Z czego bylo duzo bolu a zadne z jajeczek nie nadawalo sie. Bol nie do opisania. Brzuch spuchniety bol jajnikow a miesiaczka po tym jak rzeka. Potem byla kolejna z czego uzykano 4 zarodki. 1 proba nie udana druga przyniosla upragnione dziecko. Z racji ze w rodzinie jest dziecko z zespolem Downa masa badan i wszystkiego innego. Ciaza piekna do konca w strachu i niepewnosci. Dzien porodu okropny dzien w moim zyciu. Wyladowalam w szpitalu z bolami okazalo sie ze to jeszcze nie to. Ale moj lekarz zdecydowal o wylowywaniu. Pierwsze balonik nic nie dalo potem podwojona dawka oxydocyny na koncu przebicie wod plodowych zeby bylo szybciej skonczylo sie walka o sekundy bo corka nie miala czym juz oddychac. Od srody 19 po poludniu do piatku 17.25 bol i stres nie do opisania. Dzis mam piekna kilku letnia coreczke. Zostalo mi 2 zarodki i tu jest moj problem. Gdy pomysle o probie to stres mnie zjada organizm reaguje okropnie biegunka wymioty nie spanie w nocy. Na sama mysl duszenie w klatce piersiowej. Wyladowalam u psychologa ktory mowi ze mam traume zwiazana ze staraniami sie i calym porodem. Nie wiem co mam robic. Mysl o rodzenstwie napelnia moje serce a mozg odopiada inaczej. Na sama mysl o wykonaniu tel do kliniki paralizuje mnie.moj maz nie chce probowac mowi ze jest ok ze duzo zrobilam starajac sie o to dziecko. Boi sie ze nie podolam psychicznie przejsc jeszcze raz takiego stresu. Ze to sie odbija na nim i na naszej coreczce. Mam mysl odpuscic choc inaczej wyobrazalam sobie zycie i marzenie o rodzinie. Ale wykancza mnie to od srodka. Czas mnie goni bo mam juz 37 lat maz 40. Mysl ze nie sprobuje zalomuje mnie czuje zal. Ale strach i lek jest silniejszy. Cialo bardzo dobrze pamieta wszystko...
Co mam robic?
Wierze ze nie tylko ja jestem w takim dylemacie
 
reklama
Podbijam pytanie powyżej. Pracujesz nad traumą? Sama nie przejdzie. Terapia, terapia i jeszcze raz terapia. Musisz o tym mówić i przeprocesować trudne doświadczenia. Czasem dodatkowo "rozgrzebywanie" przeżyć wymaga wspomagania farmakologicznego, więc jak trzeba będzie nie broń się przed psychiatrą. Poszukaj dobrego psychoterapeuty (nie psychologa), najlepiej takiego, który pracuje z rodzicami przy problemach niepłodności i strat okołoporodowych. Nawet jeśli dojdziesz do wniosku, że nie chcesz drugiego dziecka, ta traumą może wrócić we wszystkich sytuacjach okołomedycznych.
 
Tak pracuje z psychoterapeuta juz drugi raz bo w zeszlym roku byla taka sama sytuacja. Ja swoja historie opisalam powierzchownie. Duzo w zyciu przeszlam i chce wrecz pragne drugiego dziecka ale jest to dla mnie tak ciezkie psychicznie ze moja cialo jest w stanie wiecznego stresu. Chudne nie jem. Cos okropnego. Psychoterapeute mam wspanialego jest po przejciach takich samych jak my tu wszystkie. Z tym ze ona zrezygnowala z 3 ostatnich transwerow bo nie dawala rady psychicznie i musiala powiedziec dosc. Mam tez wielki zal do lekarzy ze w trakcie tak dlugich staran nie zaproponowali spokan i pomocy ze specjslista. Moj maz i cala rodzina sie boi ze sie rozlece psychicznie jak podejme probe. A musze myslec o dziecku ktore juz mam i widzi smutna i zmartwiona mame. Ciagle pyta czego placze i czy to przez nia. Boli mnie staram sie byc dzielna przy niej zeby tego nie widziala. Ale czuje to wszystko cala soba. Najgorsze w tym wszystkim jest to ze wpoilam sobie ze strace dzieci jak nie sprobuje. A to tylko szanse na posiadanie ich. Generalnie mam tylko 25% szans przy moim wieku nadcisnieniu i nadwadze zdobytej po zastrzykach.
 
Tak pracuje z psychoterapeuta juz drugi raz bo w zeszlym roku byla taka sama sytuacja. Ja swoja historie opisalam powierzchownie. Duzo w zyciu przeszlam i chce wrecz pragne drugiego dziecka ale jest to dla mnie tak ciezkie psychicznie ze moja cialo jest w stanie wiecznego stresu. Chudne nie jem. Cos okropnego. Psychoterapeute mam wspanialego jest po przejciach takich samych jak my tu wszystkie. Z tym ze ona zrezygnowala z 3 ostatnich transwerow bo nie dawala rady psychicznie i musiala powiedziec dosc. Mam tez wielki zal do lekarzy ze w trakcie tak dlugich staran nie zaproponowali spokan i pomocy ze specjslista. Moj maz i cala rodzina sie boi ze sie rozlece psychicznie jak podejme probe. A musze myslec o dziecku ktore juz mam i widzi smutna i zmartwiona mame. Ciagle pyta czego placze i czy to przez nia. Boli mnie staram sie byc dzielna przy niej zeby tego nie widziala. Ale czuje to wszystko cala soba. Najgorsze w tym wszystkim jest to ze wpoilam sobie ze strace dzieci jak nie sprobuje. A to tylko szanse na posiadanie ich. Generalnie mam tylko 25% szans przy moim wieku nadcisnieniu i nadwadze zdobytej po zastrzykach.
Hmm, ale skoro jesteś ciągle w terapii i dalej masz aż takie stany, to moze ta terapeutka wcale nie jest tak dobrym wyborem? Samo to, że tyle wiesz o niej, nie świadczy tu o profesjonalizmie.
Ja chodzilam na terapię w podobnym temacie i nie mam pojęcia o tym czy moja terapeutka miała jakiekolwiej problemy, bo nie taka jest rola terapii.

Skoro Ciebie to trzyma tak potwornie mocno już kilka lat, to jednak ja bym terapeutę zmieniła. Nie rozumiem, co to znaczy, ze masz terapię drugi raz, bo w zeszłym roku była podobna sytuacja. To też świadczy o tym, że problem nie jest przepracowany dobrze, bo gdyby był, to byś tego już teraz tak mocno nie przeżywała.

Ja bym do tego podeszła zadaniowo i skupiłabym się na tym, żeby najpierw podreperować swoje zdrowie na maksa. Zbadać się, schudnąć, nabrać formy, a przy okazji przerobić temat na terapii. Dałabym sobie na to np. rok. Potem ewentualnie podeszłabym do transferu, ale tylko z wykorzystaniem tego, co jest. A na czas ciąży i porodu znalazlabym najlepszego możliwego lekarza, któremu powiedziałabym o traumie z 1 porodu i który potem zrobiłby po prostu cc.
 
Drugi raz po pierwszym dlugim etapie na prawde bylo ok trzymalam sie dobrze. Zylam pelnia zycia i cieszac sie tym co mam. Teraz jest gorzej mija termin przechowywania zarodkow i chyba ta mysl mnie tak doprowadza do szalu. Ze strace to szanse ze trace cos mojego na co tak dlugo pracowalam. Moj maz nie godzi sie na przedluzanie przechowywania zarodkow z racji naszego wieku i z tego co sie ze mna dzieje. Nie wiem czemu moja terapeuta mi o tym powiedziala byc moze chciala mnie wesprzac w jakis sposob ze wie przez co przechodze. Nie umiem podejsc do tego tematu bez emocji gdyz z ta droga tylko wiarza sie okropne emocje. Stach, lek ktory na przemian mieszal sie z nadzieja i szczesciem. Mam to upragnione dziecko i przez tyle lat nie myslalam o kolejnym. Bylo nam dobrze. Teraz wizja utraty tego doprowadza mnie do tego stanu. Wszyscy kaza mi odpuscic bo widza ile mnie to kosztuje. Maz boi sie ze w koncu sie zalamie a wszystko czuje moje dziecko ktore mimo ze nie slyszy rozmow ale czuje cala soba moj stan. I ja to widze i wszyscy to widza. Boje sie ze przez takie cos robie jej krzywde. A mysle o rodzenstwie dla niej.
Dziekuje ze mi odpisalas
Pozdrawiam
 
Hmm, ale skoro jesteś ciągle w terapii i dalej masz aż takie stany, to moze ta terapeutka wcale nie jest tak dobrym wyborem? Samo to, że tyle wiesz o niej, nie świadczy tu o profesjonalizmie.
Ja chodzilam na terapię w podobnym temacie i nie mam pojęcia o tym czy moja terapeutka miała jakiekolwiej problemy, bo nie taka jest rola terapii.

Skoro Ciebie to trzyma tak potwornie mocno już kilka lat, to jednak ja bym terapeutę zmieniła. Nie rozumiem, co to znaczy, ze masz terapię drugi raz, bo w zeszłym roku była podobna sytuacja. To też świadczy o tym, że problem nie jest przepracowany dobrze, bo gdyby był, to byś tego już teraz tak mocno nie przeżywała.

Ja bym do tego podeszła zadaniowo i skupiłabym się na tym, żeby najpierw podreperować swoje zdrowie na maksa. Zbadać się, schudnąć, nabrać formy, a przy okazji przerobić temat na terapii. Dałabym sobie na to np. rok. Potem ewentualnie podeszłabym do transferu, ale tylko z wykorzystaniem tego, co jest. A na czas ciąży i porodu znalazlabym najlepszego możliwego lekarza, któremu powiedziałabym o traumie z 1 porodu i który potem zrobiłby po prostu cc.
Odpowiedzialam ponizej postem. Szybko i nie zwrocilam uwagi gdzie pisze.
Pozdrawiam
 
Odpowiedzialam ponizej postem. Szybko i nie zwrocilam uwagi gdzie pisze.
Pozdrawiam
Na prawde podziwiam osoby ktore maja jedno dziecko bez zadnych degresyjnych drog jak my i mimo to nie decyduja sie na drugie. Ja po prostu mam dosc. Przeraza mnie to wszystko. Kazdy tel do szpitala kazdy zastrzyk. Jeszcze ten zespol downa u mojej siostry. Nie podnosi mi mojej odwagi. Moze to i pora pomyslec o sobie. Zrobic cos dla siebie. Zapewnic corce dobra przyszlosc. Bez zmartwien inny start w zyciu lepszy niz moj. Duzo moich znajomych maja rodzenstwo a mimo to nie laczy ich nic specjalnego. Ja wiem ze to jest rola rodzicow w tym wszystkim. Ale ja mam super kontakt z siostra. Z bratem zas nie jest bo jest. Moj maz wogole nie rozmawia z bratem. Takze moze to taki po niekad stereotyp ze rodzenstwo jest po to zeby sie wspierac.
 
reklama
Drugi raz po pierwszym dlugim etapie na prawde bylo ok trzymalam sie dobrze. Zylam pelnia zycia i cieszac sie tym co mam. Teraz jest gorzej mija termin przechowywania zarodkow i chyba ta mysl mnie tak doprowadza do szalu. Ze strace to szanse ze trace cos mojego na co tak dlugo pracowalam. Moj maz nie godzi sie na przedluzanie przechowywania zarodkow z racji naszego wieku i z tego co sie ze mna dzieje. Nie wiem czemu moja terapeuta mi o tym powiedziala byc moze chciala mnie wesprzac w jakis sposob ze wie przez co przechodze. Nie umiem podejsc do tego tematu bez emocji gdyz z ta droga tylko wiarza sie okropne emocje. Stach, lek ktory na przemian mieszal sie z nadzieja i szczesciem. Mam to upragnione dziecko i przez tyle lat nie myslalam o kolejnym. Bylo nam dobrze. Teraz wizja utraty tego doprowadza mnie do tego stanu. Wszyscy kaza mi odpuscic bo widza ile mnie to kosztuje. Maz boi sie ze w koncu sie zalamie a wszystko czuje moje dziecko ktore mimo ze nie slyszy rozmow ale czuje cala soba moj stan. I ja to widze i wszyscy to widza. Boje sie ze przez takie cos robie jej krzywde. A mysle o rodzenstwie dla niej.
Dziekuje ze mi odpisalas
Pozdrawiam
To normalne, że w Tobie są emocje. Ale terapeutka i tak zachowała się nieprofesjonalnie.

Moim zdaniem skoro mąż podjąl decyzję po swojej stronie, to Ty w tym momencie powinnaś iść w kierunku zaakceptowania tego. Nie każde dziecko musi mieć rodzeństwo, czasami się nie da, choćby bardzo się chciało.

Moj syn prawdopodobnie też zostanie jedynakiem, bo ja mam bardzo ciężkie przejścia ciążowe i chociaż bardzo chciałabym mieć jeszcze jedno dziecko, to nie wyobrażam sobie przechodzić tego jeszcze raz, a mój mąż ma tak samo jak Twój, jasne stanowisko na nie.
 

Nowe wątki

reklama
reklama
Wróć
Do góry