Witam
Jestem tu nowa. Z racji potrzeby wygadania sie i nie trzymania tego w sobie postanowilam napisac. Napisac o swojej drodze do upragnionego dziecka. Nadze starania trwaly 6 lat. Ciezkich lat pierwsze proby 2 lata naturalnie potem inseminacje w koncu konsultacja w klinince nieplodnosci. Pierwsza stymulacja ok uzyskalam 4 zarodki. W tym 4 straty. Kolejna stymulacja zakonczyla sie przestymulowaniem. Z czego bylo duzo bolu a zadne z jajeczek nie nadawalo sie. Bol nie do opisania. Brzuch spuchniety bol jajnikow a miesiaczka po tym jak rzeka. Potem byla kolejna z czego uzykano 4 zarodki. 1 proba nie udana druga przyniosla upragnione dziecko. Z racji ze w rodzinie jest dziecko z zespolem Downa masa badan i wszystkiego innego. Ciaza piekna do konca w strachu i niepewnosci. Dzien porodu okropny dzien w moim zyciu. Wyladowalam w szpitalu z bolami okazalo sie ze to jeszcze nie to. Ale moj lekarz zdecydowal o wylowywaniu. Pierwsze balonik nic nie dalo potem podwojona dawka oxydocyny na koncu przebicie wod plodowych zeby bylo szybciej skonczylo sie walka o sekundy bo corka nie miala czym juz oddychac. Od srody 19 po poludniu do piatku 17.25 bol i stres nie do opisania. Dzis mam piekna kilku letnia coreczke. Zostalo mi 2 zarodki i tu jest moj problem. Gdy pomysle o probie to stres mnie zjada organizm reaguje okropnie biegunka wymioty nie spanie w nocy. Na sama mysl duszenie w klatce piersiowej. Wyladowalam u psychologa ktory mowi ze mam traume zwiazana ze staraniami sie i calym porodem. Nie wiem co mam robic. Mysl o rodzenstwie napelnia moje serce a mozg odopiada inaczej. Na sama mysl o wykonaniu tel do kliniki paralizuje mnie.moj maz nie chce probowac mowi ze jest ok ze duzo zrobilam starajac sie o to dziecko. Boi sie ze nie podolam psychicznie przejsc jeszcze raz takiego stresu. Ze to sie odbija na nim i na naszej coreczce. Mam mysl odpuscic choc inaczej wyobrazalam sobie zycie i marzenie o rodzinie. Ale wykancza mnie to od srodka. Czas mnie goni bo mam juz 37 lat maz 40. Mysl ze nie sprobuje zalomuje mnie czuje zal. Ale strach i lek jest silniejszy. Cialo bardzo dobrze pamieta wszystko...
Co mam robic?
Wierze ze nie tylko ja jestem w takim dylemacie
Jestem tu nowa. Z racji potrzeby wygadania sie i nie trzymania tego w sobie postanowilam napisac. Napisac o swojej drodze do upragnionego dziecka. Nadze starania trwaly 6 lat. Ciezkich lat pierwsze proby 2 lata naturalnie potem inseminacje w koncu konsultacja w klinince nieplodnosci. Pierwsza stymulacja ok uzyskalam 4 zarodki. W tym 4 straty. Kolejna stymulacja zakonczyla sie przestymulowaniem. Z czego bylo duzo bolu a zadne z jajeczek nie nadawalo sie. Bol nie do opisania. Brzuch spuchniety bol jajnikow a miesiaczka po tym jak rzeka. Potem byla kolejna z czego uzykano 4 zarodki. 1 proba nie udana druga przyniosla upragnione dziecko. Z racji ze w rodzinie jest dziecko z zespolem Downa masa badan i wszystkiego innego. Ciaza piekna do konca w strachu i niepewnosci. Dzien porodu okropny dzien w moim zyciu. Wyladowalam w szpitalu z bolami okazalo sie ze to jeszcze nie to. Ale moj lekarz zdecydowal o wylowywaniu. Pierwsze balonik nic nie dalo potem podwojona dawka oxydocyny na koncu przebicie wod plodowych zeby bylo szybciej skonczylo sie walka o sekundy bo corka nie miala czym juz oddychac. Od srody 19 po poludniu do piatku 17.25 bol i stres nie do opisania. Dzis mam piekna kilku letnia coreczke. Zostalo mi 2 zarodki i tu jest moj problem. Gdy pomysle o probie to stres mnie zjada organizm reaguje okropnie biegunka wymioty nie spanie w nocy. Na sama mysl duszenie w klatce piersiowej. Wyladowalam u psychologa ktory mowi ze mam traume zwiazana ze staraniami sie i calym porodem. Nie wiem co mam robic. Mysl o rodzenstwie napelnia moje serce a mozg odopiada inaczej. Na sama mysl o wykonaniu tel do kliniki paralizuje mnie.moj maz nie chce probowac mowi ze jest ok ze duzo zrobilam starajac sie o to dziecko. Boi sie ze nie podolam psychicznie przejsc jeszcze raz takiego stresu. Ze to sie odbija na nim i na naszej coreczce. Mam mysl odpuscic choc inaczej wyobrazalam sobie zycie i marzenie o rodzinie. Ale wykancza mnie to od srodka. Czas mnie goni bo mam juz 37 lat maz 40. Mysl ze nie sprobuje zalomuje mnie czuje zal. Ale strach i lek jest silniejszy. Cialo bardzo dobrze pamieta wszystko...
Co mam robic?
Wierze ze nie tylko ja jestem w takim dylemacie