Ja wiem nasi mezowi nie chca poswiecac naszego dotychczasowego szczescia i nas przede wszystkim na kolejne cierpienia. A ja mam ich ogrom w danej chwili. Nic mi nie pomaga tabetki terapie i inne rzeczy. Chcialabym sie odciac wrocic tu juz po wszystkim zeby ktos za mnie podjal ta decyjze. Wiem ze mam w sobie poklady na bycie mama po raz drugi. Ale moj organizm reaguje okropnie. To jest wewnetrzna walka. Ciagle zmeczenie a teraz ten okropny szum w uszach ktory nie milknie od stresu. Moj maz tlumaczy mi ze i tak duzo zrobilam zeby miec to 1 dziecko. Ze nie ktorzy nie maja w sobie tyle odwagi i sily przejsc przez to co ja. On tego nie czul i nie przezywal bo wszystko dzialo sie we mnie i w mojej glowie. Moj bol i moje cierpienie. Mimo iz byl obok i mowil ze bedzie ok. To pomagalo na chwile. A teraz nie karze mi wiecej probowac kaze mi przestac o tym myslec niech to sie wszystko skonczy. I czas zaczac pisac historie na nowa. Caly czas mi mowi ze ubolewam nad czym czego nie mam jeszcze i nie wiadomo czy bym miala. I pyta czy nie szkoda mi tego dziecka ktore siedzi obok i patrzy na to wszystko. To z nia juz masz kilku letnia historie to ona jest tym naszym teczowym szczesciem dla niego jest dobrze jak jest.
Ciesze sie ze tak piszesz ze nie jestem w tym sama...
Ciesze sie ze tak piszesz ze nie jestem w tym sama...