Jestem przekonana, że dopadła Cię depresja poporodowa. Za bardzo skupiasz się na pielęgnowaniu tych wspomnień, na analizowaniu wielkości blizny, na rozpamiętywaniu tego, że oddział na którym przebywałaś był fatalny, na zachowaniu położonych. Uważam, że jeśli sama nie jesteś w stanie sobie poukładać tego w głowie, to dobry psycholog- wbrew temu co piszesz, będzie dla Ciebie idealnym rozwiązaniem. Razem z jego pomocą przepracujecie dzień porodu i emocje z nim związane, które jak widać głęboko w Tobie siedzą.
Musisz skupiać się na pozytywnych aspektach swojego życia. Na tym, że masz cudowne, dobrze rozwijające się dziecko, które z każdym dniem jest tak inne. Obserwuj je, a nie ślad między nogami, bo Twój syn zmienia się nieodwracalnie i niebawem pozostaną Ci po tym słodkim bobasie jedynie wspomnienia.
Jeśli boli Cie zachowanie położnej, którą jak rozumiem opłaciłaś, to uważam, że dobrym rozwiązaniem będzie rozmowa z nią. Spotkaj się, powiedz jej o swoich uwagach, o tym, że zawiodłaś się na jej zachowaniu. Że nie była dla Ciebie wsparciem, którym w zamierzeniu miała być. Wydaje mi się, że taka rozmowa i wyrzucenie z siebie tego, co Cię rozczarowało, będzie dla Ciebie oczyszczające.
Postaraj się możne na bliznę patrzeć jako na coś wyjątkowego. Brzmi idiotycznie? Niekoniecznie[emoji6] Ja mam dosyć długą bliznę po cc. Jest naprawdę spora, z racji tego, że moje dziecko urodziło się z pewną wadą i lekarze potrzebowali nieco więcej miejsca, by bezpiecznie Małą wyjąć. Teraz gdy patrzę na tą nadal czerwoną, mocno widoczna kreskę myślę, że ona mnie w pewien sposób definiuje. Jest niemym wyrazem tego, że jestem matką, która przeżyła naprawdę dużo, by mieć u swego boku zdrowe dziecko. Moja córka też ma na brzuszku bliznę po operacji i uważam, że te dwa ślady na moim i jej ciele, które powstały w kilkuminutowym odstępie czasu (córka była operowana na tej samej sali, na której przyszła na świat, słownie kilka minut po narodzinach) wiążą nas że sobą. Myślę o nich i będę tak tłumaczyła jej gdy dorośnie, że to coś, co sprawia, że obie jesteśmy wyjątkowe i że żyjemy dla siebie. Pomyśl o swojej bliźnie jako o dowodzie na to, że ciężko walczyłaś o to, by Twój syn był z Tobą na świecie. Że jest to dowód Twojego oddania i poświęcenia. Że ona sprawia, że jesteś kimś wyjątkowym. Ja przekuwam coś, co ktoś mógłby nazwać mankamentem w coś w kształcie zalety.
Oddział był fatalny? Myśl o tym, że spędziłaś na nim zaledwie tydzień, że najprawdopodobniej nigdy więcej nie spotkasz pracujacych tam kobiet, że nie będziesz więcej zależna od ich łaski.
Musisz zacząć myśleć pozytywnie. Jeśli złapiesz się na tym, że znów skupiasz się na pielęgnowanie tych złych wspomnień, od razu staraj się nakierować swoje myśli na inne tory. Nie doszukuj się we wszystkim co związane z porodem problemów. Pomyśl, że tak naprawdę ten ciężki dzień, był najpiękniejszym dniem Twojego życia, bo przyszedł na świat Twój syn. Nie każda kobieta ma tyle szczęścia, nie każda może być matka. A uwierz mi, że niejedna dałaby się naciąć od pośladka do pośladki, gdyby to było gwarancją, na posiadanie dziecka.
Po porodzie spędziłam miesiąc na oddziale intensywniej terapii. Spłaszczałam tyłek, od siedzenia na niewygodnym krześle od rana do późnej nocy. Spam w hotelu dla matek, o którym powiedzenie, że był fatalny, to jak nie powiedzenie niczego. Napatrzyłam się na niewyobrażalnie bardzo chore dzieci. Nasłuchałam o zespołach, schorzeniach, chorobach, których w życiu bym sobie nie wyobraziła. Byłam świadkiem dramatów matek, ojców. Słuchałam ryku kobiet, które dowiedziały się, że ich dzieci umierały. Umierały tuż obok mojej ukochanej istotki. Bałam się odchodzić od inkubatora, nie chciałam jej zostawiać samej. Po wejściu do pokoju ryczałam pod prysznicem, bo w ten sposób inne matki mieszkające ze mną w pokoju nie słyszały mojego wyrazu bezsilności. Razem z mężem płakalismy jak dzieci nad losem tych maluszków, których rodziców poznaliśmy. Przeżyłam w życiu naprawdę sporo, ale to czego doświadczyłam na tym oddziale, to był najcięższy miesiąc swojego życia. Wyszliśmy do domu ze zdrowym dzieckiem i owszem, często myślałam o tych dzieciach, które tam zostały. O ich rodzicach. Zastanawiałam się, jak potoczyły się ich losy. Ale w pewnym momencie musiałam zepchnąć te myśli gdzieś w głąb mojej głowy, bo wiedziałam, że jeśli tego nie zrobię, to nie będę potrafiła cieszyć się macierzyństwem.
W życiu nie zdecyduje się na drugie dziecko. Świadomie mówię- tak, moja córka będzie jedynakiem i w głębokim poważaniu mam to, co inni na ten temat sądzą. Przeżyłam w ciąży i po porodzie tak dużo, że tylko ja i mój mąż wiemy, jak ciężkie to było doświadczenie. Ale żyjemy tym, co jest tu i teraz. Nie chce stracić nawet chwili z życia mojej dziewczynki. Zabieram ją że sobą praktycznie wszędzie, śpię z nią, jem z nią, cieszę się każdym dniem spędzonym razem, bo wiem, że ten czas nie wróci.
Spójrz na siebie jako na szczęściarę. Doceniaj to co masz, bo masz naprawdę dużo. Blizna, wspomnienia, wredne baby na porodówce w tej chwili nie mają prawa znaczyć dla Ciebie nic.
Życzę Ci, byś odnalazła radość ze swojego super życia.
Ps. Przepraszam za ten elaborat [emoji6]
Napisane na HTC Desire 820 w aplikacji Forum BabyBoom