reklama

kąpiele dzieciaczków

Olla
no ja słyszałam że te zielone pampers są zupełnie innej jakości niż dwa pozostałe rodzaje. Dlatego ich nawet nie kupowałam.

A z tym sensitive to powiem Wam że miałam niezłą przygodę. To były moje pierwsze chusteczki w szpitalu. Więc pierwszy raz przewijałam małą właśnie z tymi chusteczkami. Niunia miała wielkie gęste smółkowe kupki, które strasznie dawały smrodem. Całe ręce mi tymi kupami śmierdziały. Dopiero po powąchaniu opakowania chusteczek okazało się że to nie zapach kupy zostawał mi na rękach... :-D:-D:-D:-D A kupy były bezwonne :rofl2:
 
reklama
Efilo ja też to czytałam o zielonych Pampers ale postanowiłam sprawdzić. No i się nie zgadzam - porównując do sensitive, są znacznie lepiej nawilżone i jakby bardziej miękkie (moim zdaniem). Oczywiście, nie wspominając o zapachu ;-)
A ze smółką to niezłe! :-D
 
wiecie to u was musza byc inne te pampers sensitive bo u nas one sa bezzapachowe a jak juz ktos sie mocno wwacha:szok::-D to pachna tak troszke swiezoscia... zatem chyba w PL jest inaczej. My wlasnie tych urzywamy i jest ok. A teraz kupilismy jumbo pack z Huggies tez sensitive i sa ok. Inne troszke w dotyku ale za to wieksze. Nie narzekamy ani na jedne ani na drugie.
 
Kachasek - ja właśnie o niemieckich pisałam :-D

Co dla jednych śmierdzi dla innych pachnie. Jakby sie wszystkim podobało to samo to perfumerie by zbankrutowały :tak: Dodam że mojemu ukochanemu ten zapach w miarę leżał więc to naprawdę indywidualna sprawa. Dla mnie śmierdzą kupą :-):rofl2:
 
Ja też używam sensitive, zapach zachwycający dla mnie nie jest, ale moim zdaniem są lepiej nawilżone od zwykłych zielonych pampers. Chyba, że moja jumbo paka była jakaś wyschnięta. Teraz też kupiłam jumbo paczkę tych sensitive, wiec troszkę się z zapachem "pomęczę" :-D:crazy:
 
Monika
ja dlatego kupuje te lawendowe - bo one są takiej jakości jak sensitive. Zielone są inne - ale jest ich wiecej w opakowaniu.

A ja pytanie z innej beczki.

Co robicie ze skórą za uszkami dziecka. Bo ja - wstyd się przyznać - do tej pory tam nie zaglądałam. Dzisiaj odwinęłam uszko podczas karmienia i zgroza! Znalazłam tam pokłady jakiejś mazi podobnej do woskowiny. Nie wiem czy moja boroczka od urodzenia to miała, czy jej się przez moje zaniedbanie tyle nazbierało. Przetarłam to patyczkiem zamoczonym w oliwce. Teraz jest ślicznie.
 
myję przynajmniej kąpieli. nie koniecznie musi to być woskowina. jak się maluszkowi uleje albo spluje się jak leży to też może się zbierać i za uszkiem i na szyjce
 
reklama

Nowe wątki

reklama
reklama
Wróć
Do góry