A ja melduję, że byłam w szpitalu. Postanowiłam pojechać i sprawdzić, czy wszystko jest ok. Lekarz zbadał puls Maleństwa, badał mnie tak normalnie (rozwarcie na pół centymetra, szyjka odwrócona w drugą stronę i nie wygląda, żeby chciała cokolwiek urodzić), zrobili mi KTG - tętno dziecka w porządku, ruchy też, i tylko skurczami się lekarz zdziwił, bo na KTG wyszły bardzo silne - takie, jakbym już miała rodzić. Gdyby się tylko szyjka rozwarła, to przy takich skurczach bym już pewnie urodziła, jak powiedział... A ta cholerna szyjka nic!!
Kazał czekać do poniedziałku i w poniedziałek zgłosić sie na oddział. Będą mnie przez trzy dni szprycować zastrzykami, a jak to nie da efektu, to po trzech dniach zastrzyków kroplówka z oksytocyną... Kurcze, załamka totalna... Co ja moge zrobić??? Ech, szlag by to trafił... To chyba zemsta losu za to, że tak łagodnie przeszłam ciążę - bez bóli kręgosłupa, wymiotów, nudności, zachcianek i z małym przyrostem wagi... teraz sie namęczę, żeby w ogóle urodzić...