O matko, Agak, gdzie ty się wybierasz? Jeszcze z miesiąc poczekaj. A co do szpitala, to ja dwa razy rodziłam w psk, co prawda było to 10 i 5 lat temu, może coś się zmieniło od tej pory?

Nie mieli nic totalnie, od podpasek, pieluch zaczynając, maluch był w zasikanym kocyku, póki mąż nie przywiózł pampersów z miasta. Sama kupowałam leki, kawę i czekoladki pielęgniarkom, za cesarkę sto dolarów w kopercie, dali mi leki na zbicie cisnienia, których nie wolno przy karmieniu ( a karmiłam), na interwencję jednej lekarki przyleciała druga i dali jeszcze lepsze, że wyłam z bólu, głowe mi rozsadzało, baby nie chciały mi zdjąć szwów ( niech zdejmuje ten co zakładał) i w końcu po 8 dniach wypisałam sie na własne żądanie z rykiem. Przeciwbólowych skapili jak hieny, kupiłam sobie na dojlidach na stacji benzynowej dwa panadole i już po 20 km( a do domu mam z Białego 40) czułam sie jak w niebie. Gronkowca nie zaszczepili na szczęście. To dlatego teraz wybieram się na Zamenhoffa..odkładam juz trzy miesiące i nazbierałam na koncie sporą sumke na malucha..przynajmniej żadne babsko nie będzie na mnie krzyczeć...W psk jak przyjechałam z bólami, musiałam wlec sie na piętro na własnych nogach...W kibelku złapałam sie framugi, żeby przetrzymać skurcz, a baba wrzeszczy proszę iść! prosze nie stać!Dziecko sie rodzi! Jakbym nie wiedziała...Zrobili mi lewatywe i ogolili przedpotopowa golarką na sucho bez znieczulenia ;D dowlokłam sie na sale rodzić a lekarze herbatke piją...musiałam się wdrapać na potworne łoże...zimno jak draństwo...normalnie goły człowiek, a trzęsie...dopiero teraz wiem, że mnie nie wolno rodzić mogli mnie na tamten świat wysłać. Dostałam rzucawki, 200/160, siarczan magnezu do krwi, transfuzja...i sto dolarów za to zapłaciłam....w państwowym szpitalu...Bóg mnie uchronił, wierzę. Bo w tych lekarzy to absolutnie. Sorka, że sie tak rozpisałam, ale jak słysze o psk to mnie odrzuca. U ciebie wcale nie musi tak być, zalezy na kogo trafisz...może masz szczęście. Ja 10 lat temu na murzyna trafiłam. Słowo! Czarny facet, trzymał mnie za rękę i usmiechał się " Będzie dziecka, będzie". A po 12 godzinach przyszła zmiana i gadaja nad moim uchem: " główka nie schodzi" drugi wkłada ręke do środka, bada mnie i oznajmia wesoło" Jak ma schodzic jak to posladki, nie główka". Kurcze, 12 godzin posladki rodziłam! Więc próbuja gościa przekręcać, i w trakcie tego wypada pepowina...w trzy minuty mi cesarke zrobili pionem przez pół brzucha, dlatego druga ciąża była zgrożona, a teraz trzecia. Ha! Agak, pozdrów ode mnie psk! Ja nawet nie spojrzę w ich stronę....