Hej, pozmywałam :-)
A wiesz, Żużaczku,tylko pojechaliście, telefon od przyjaciela z Wawy, że wpadl z rodzina do rodzicow na jeden dzien i czy moga wpaść czy my wolimy do nich...Ja w panice na kuchnie, rzut oka na puste talerze- i mowie mu, ze oczywisc`ie, my do was! Więc pojechalismy do Bialego, bo on do mamy wpadl, i dopiero teraz wrocilismy. Wsadzilam dzieciaki do wanny i pisze. Haha, wspaniala nieziela, z goscmi, w gosciach...
Joasiu, teraz do ciebie- uuuau, nie zlicze swoich traum malzensko rodzinnnych, to normalne, podpisuje sie pod tym co Magdalenka napisala. Fale Dunaju z tego zycia. My mielismy okresy takich dolów, że na kanapki tylko dżem byl z piwniczki , nawet na kielbaske nie starczalo. Okresy bez pracy, okresy chorob moich, męża, dzieci, okresy smutnych pożegnań z bliskimi, co na drugą stronę, okresy w cudzych domach, w cudzych miastach, lózkach...Okresy szczęścia i smutku, wszystkiego po trochu. Trudno wam teraz,ale macie szansę wypróbować, co znaczy małżńska obietnica, będę z tobą w zdrowiu i w chorobie...Wspieraj męża i uszy do góry. Piosenka kasi Groniec dla ciebie.
:-)