Zainrygował mnie tytuł "Mam łóżko z racuchów". Potem zaintrygował mnie fragment:
'(...) Po północy mieszkanie czekało, wciąż skąpane w blasku księżyca i rozprażone upałem. Przesunęło się lekko, próbując znaleźć chłodniejszą pozycję. Ćma musnęła skrzydłem lampę na frontowej werandzie i mieszkanie głośno odkaszlnęło.
Wewnątrz panował senny nieład - wszędzie walały się pudła, puszki z farbą, papier ścierny, wiadra i banany. Drewniana drabina, leżąca na płask, zajmowała całą długość korytarza.
Młoda kobieta, w wieku może dwudziestu ośmiu lat, wynurzyła się z sypialni na końcu korytarza. Szła, stawiając stopy między szczeblami drabiny, ostrożnie, krok za krokiem, wydając się unosić w powietrzu, w mgiełce długich włosów i białej koszuli nocnej. Gdy dotarła do wejścia do salonu, przystanęła.(...)".
I teraz zastanawiam sie czy kupić...