No nie mogłam sie powstrzymać
Któż nie marzy o kominku buzującym ciepłem, tańczącym ogniem (aaa, jakie to grafomańskie, ale niech zostanie)?
No mało kto nie marzy, bo to takie przyjemne, romantyczne, i och, i ach.
Kominki niestety mają taką wadę, że do ich posiadania konieczne jest wcześniejsze wejście w posiadanie domu. I to najlepiej takiego z kominkiem, bo przeróbki, kominy i dorabianie tego całego stuffu po jakimś czasie jest uciążliwe i drogie.
Ale oto znalazłam rozwiązanie. Funkcjonalne zastępstwo kominka dla każdego. Nawet dla właścicieli kawalerek. Ba. Nawet dla studentów wynajmujących jeden malutki pokoik. (No ok, nie trzeba być nawet studentem, można mieć niższe wykształcenie, można nawet być trzydziestolatkiem niezdolnym do samodzielnego wynajęcia choćby kawalerki). Słowem - dla każdego. Funkcjonalne zastępniki pod strzechy!
Tymże zastępnikiem jest...
TADAM
maszynka do robienia popcornu.
- Małe i poręczne - zmieści się wszędzie.
- Grzeje baaardzo mocno. (Więc jeśli komuś przed oczami stanęła wizja seksu przed kominkiem na skórze niedźwiedzia to... no przykro mi bardzo, ale z maszynką może się to nie udać, bo to ciepłe powietrze w tym przypadku jest mało rozproszone i mocno odczuwalne na ciele).
- Zamiast skrzących iskierek mamy za to wypadające niewybuchy kukurydziane, których temperatura jest stanowczo zbyt wysoka. Należy więc opanować chęć sprzątania ich ze stołu natychmiast, bo można się dotkliwie poparzyć. (Uwaga! Taka kukurydzka wypadnięta na ubrane udo nie powinna być zostawiana do ostygnięcia, bo mimo materiału PARZY).
- Furkocze. Nie jest to co prawda trzask drewna, ale zawsze to jakieś odgłosy.
Jak widać to rozwiązanie ma pewne wady, ale ma też taką zaletę, że nie musimy rąbać drwa, a na koniec jeszcze mamy pełną miskę popcornu.