No nie pisalam, mialam duzo na glowie.
Mialam wywiadowke, hospitacje itd...
Piekne, klimatyczne bombko- dzwonki, talerze, pocztowki. Szalenstwo.Magia. Ho ho ho prawdziwe.
U mnie zimno, dlugie podkolanowki, ogien na kominku, Lindgren do czytania, duzo ciszy.
Zuzaczku, tesciowa namowilismy i do poniedzialku ma 2 insuliny dziennie. Nareszcie spokoj i dobrze sie czuje.
Moj tata ma juz 4 zastrzyki dziennie...smutno troszke.
A ja- wiecie- lubie swieta. Bo sobie odpuszczam. Nic nie musi byc po mojemu, darowuje innym ich wolnosc, sobie zostawiam godzine zmroku i meza. Omijam telwizor, do rodzicow wpadam na godzinke, tesciowie siedza z nami, dzieci wiedza, ze prezenty skromne, Jezus najwazniejszy a czas jest po to, aby przyjemnie spedzic.
Lubie glodek wigilijny, pachnace galazki, czas do czytania.
Nie sprzatam za duzo. Nie mam dywanu, zdjelam go i stwierdzilismy z tesciowa, ze wymyjemy wiosna na trawie, a teraz ladnie nam z deskami.
Maz rozwalil mi kominek i musze znowu go malowac- pamietasz Zuzaczku malowidlo? Juz go nie ma. :-)
Mam nadzieje ze zdaze przed swietami.
Nie smuccie sie. Pozdrowionka.