moniusia - tak, lekarka od początku mi zalecała aktywację komórek i embrioskop. To drugie polega na tym, że hodują zarodki w urządzeniu, z którego nie trzeba ich wyjmować, by obejrzeć pod mikroskopem, tylko embrioskop ma już wbudowany mikroskop.
Co do aktywacji komórek, w końcu tego nie miałam, bo przed punkcją wyszło, że musiałam być u innej lekarki i ta powiedziała, że jest mi to nie potrzebne, bo aktywację stosuje się przy komórkach, które mają problem z zapładnianiem się, a u mnie nie ma tego problemu. Dopiero później wychodzi problem z rozwijaniem się zarodka. Suma sumarum nie miałam aktywacji. A polega to na tym, że komórki wsadzają do jakiegoś specjalnego płynu, coś w rodzaju odżywki, która pobudza je do życia, rozwoju itd. I kosztuje 840 zł.