Witam!!!
Czy ktoś jeszcze jest tak niewyspany jak ja?
Proś tu córeczkę, zeby oszczędziła Mamusię, bo jesteśmy przez dwie doby same, to oszczędzi, a jakże!

- pobudka o 1:30 i 4:30 na karmienie. Przy tym drugim okazało się, ze jak spała na boku, obsikała jakoś całe ciuchy po tej stronie i poduszkę

. Tak więc przerobiłyśmy przebiernie dziecka i poduszki, w akompaniamencie alarmu głodowego. Pojadła i ani myśli spać, tylko się bawić! I tak przez godzinę

.
Potem wreszcie zasnęła, i ja razem z nią... na całe 40minut!
Od 6:30 jesteśmy na nogach, a raczej ja na nogach, a ona na moich rękach, bo położenie skutkuje snem 5-minutowym i płaczem. Jestem wykończona...
W dodatku pogoda do d..., znów pochmurno i pada co chwilę, ale już postanowiłam, że bez wzgledu na pogodę zaraz z nią wyjdę, bo inaczej zwariuję.
W dodatku Ania ostatnio nie chce być u nikogo na rękach, tylko u mnie. Drze się w niebogłosy...
klucha normalnie wymiekam po Twoich postach!
kainkas my bedziemy chodzic na basen z małą ale od wrzesnia - mała bedzie chodzic z tatusiem:-) a ja wtedy fitnes -bynajmniej tak planuje :-)
Fakt, mi też podoba się język Kluchy. Czytam Cię zawsze z uśmiechem na ustach ;-)
A ten basen - rewelka pomysł! Też bym chciała. Tylko: raz- dla nas chyba jeszcze za wsześnie, a dwa- w mojej mieścinie takiej atrakcji nie uswiadczysz. Jedyna kryta pływalnie w remoncie, cokolwiek sensownego najblizej to chyba Wrocław...
Ja sobie mysle, ze dzieciory nam szaleja ze wgledu na pogode... my marudzimy, to co dopiero one... Mlody po ostatnich ekscesach jakby spokojniejszy, choc dzisiaj najlepsza metoda na uspokojenie byla jazda autkiem w deszczu, partyzant sie uspokaja, jak tylko go wkladam do nosidelka, juz wie, ze bedziemy jechac:-) rosnie mi konkurencja dla Holowczyca:-) zreszta dzisiaj sie powydurnialismy - to znaczy on sie darl wsciekniety, a ja go nasladowalam, i w koncu potraktowal to jak swietna metode konwersacji, wymienialismy sie przedziwnymi dzwiekami:-) smial sie pozniej jak dziki:-)
Za oknem pada :-

-

-( więc jak w ciągu kilkunastu minut nic się nie uspokoi, to chyba też zapakuję Anie do samochodu. Bo w domu jest dziś nie do wytrzymania! I moja granica wytrzymałosci też nieco nadszarpnięta, więc coś z tym muszę zrobić.
Oczywiście przy dzicku uśmiecham się, śpiewam jej, spokój i opanowanie, żeby jeszcze bardziej się jej nie udzieliło...
Na temat spodni i wagi sie nie wypowiadam, bo choc spadlo mi juz do 60 kg, w XS jeszcze dlugo nie wejde, a z tego sie sklada moja szafa. Wczoraj zapodalam sobie jakies bloto, duzo spacerujemy, a raczej maszerujemy dosc szybko przez las, ale malo spada. I tak kiedys wroce do moich ciuchow, a ze jestem prawie trzy miesiace po porodzie, to mam prawo byc "lepiej zbudowana":-) za rok pewnie bede sie smiala z tych wielkich gaci:-) a poki co lepiej, zeby Mlody mial matke nie zestresowana swoim wygladam, wystarczy, ze stresuja mnie jego kolki

;-)
Pocieszyłaś mnie. Ja narazie nie mam po co otwierać szafy, też nie ma tam nic dla mnie, zwłaszcza jeśli chodzi o spodnie. I na wątek "pomniejszamy się" chyba też nie mam narazie po co wchodzić.;-)
Były plany ćwiczeń, ale sił narazie brak. Może jak M wróci po dyżurach i trochę odsapnę, coś z tym zrobię...
Nasze emocje spływają na nasze dzieci, które wchłaniają je jak gąbka i dostosowują się do nich. Przez dwa dni byłam potężnie spięta i Julian prawie cały czas płakał, źle w nocy spał.
Jak tylko mój nastrój się poprawieł mój syn znów zmienił się w normalne, pogodne dziecko.
Ania przez weekend też jest nie do zniesienia - albo RĄCZKI i CHODZENIE, albo ryk, po którym zasypia, ale mnie to wcale nie cieszy, wolałam jak była pogodna, uśmiechała się.
Pewnie spora wina w tym pogody, ale pewnie też i mój udział, bo stresuję się, że M na dyżurze, a ja tu sama, bardziej zmęczona, i to pewnie Ania wyczuwa, mimo że staram się jej tych emocji nie okazywać...
W przyszłym tygodniu mój M leci m na czterodniową konferencje. Szykują mi się trzy samotne nocki. :-( Pierwszy raz zostanę sama z Julianem i mam lekkiego stracha.
Normalnie ja spędzam dzień z synkiem, ale wieczorem to mój M się nim zajmuje a ja mam trochę luzu. Przez trzy doby będę zdana tylko na siebie.
U nas jest tak, że tatuś zajmuje się Anią nad ranem, kiedy ma tzw. okres aktywności i nie chce spać tylko się bawić - godzinę przed wyjściem do pracy on ją męczy, a ja wtedy mogę normalnie pospać. Też mi tego teraz brakuje.
Trzymam kciuki żeby u Ciebie te dni, a zwłaszcza nocki były spokojne i nie bardziej męczące niz zwykle.
Identycznie u mnie. Liczyłam na trochę odsapki od płączu i noszenia Ani na rękach, bo na dworze zwykle jest grzeczna, śpi, płacze tylko jak chce jesć. No i też pozostaje albo deszczowa piosenka ;-) albo wycieczka samochodowa. Bo całego dnia w domu chyba z sobą nie wytrzymamy ;-)
Życzę miłęgo dnia!!!