I ja się witam,
niestety bez uśmiechu, bo jestem zdołowana. Wczorajsza gorączka mnie przestraszyła, dzisiaj od rana kaszel i sapię okropnie aż świszczy. Zadzwoniłam więc do ginki, co robić. A ona, że mam iść do internisty, bo jak coś się zaczyna dziać złego w oskrzelach to lepiej antybiotyk bo teraz nie mogę mieć większej infekcji. I oczywiście zaczęła gadać, że ja znowu chora i że jak to tak można. Ja jej mówię, że jedyne miejsce, gdzie mogłam coś złapać to jej gabinet, bo gardło zaczęło mnie boleć w sobotę a od piątku leżę w domu jak kazała. To ona zmieniła ton i stwierdziła, że widocznie mam osłabioną odporność bardzo.
No i żeby nie chodzić do przychodni to zadzwoniłam do cioci lekarki i ona powiedziała, że jak kaszlę (nawet przez telefon słyszała) tak to żeby wziąć ospamox. Akurat mam to w domu to łyknęłam. Ale mam paranoję. To trzeci antybiotyk w ciąży. Boję się, że to jakoś zaszkodzi Gabrysi

(( Ale chyba infekcja groźniejsza i kaszel. Nie dość, że się źle czuje, że muszę leżeć to jeszcze się zamartwiam ;( Mam już dość. A nie mam siły płakać bo wtedy jeszcze większy katar i ból głowy.
No i jeszcze ciocia zaczęła mi gadać o cesarce, że to lepsze, że mniej się męczymy. Ja mówię, że dla dziecka chyba lepszy SN a ona, że wcale nie itp. Ja jestem już na 99% nastawiona na SN. Ale ciekawi mnie, czemu lekarze uważają, że cesarka lepsza. Chyba dla nich, bo szybciej i pacjentka się wg nich nie męczy. Kolega męża, też lekarz, to samo mówił. Że cesarka i koniec. Nie rozumiem tego.