eywa a nie mozesz w przedszkolu byc na pol etatu czy jak? Bo skoro ta praca przynosi Ci satysfakcje, tylko wymiar godzin przeszkadza, to moze lepiej dogadac sie z szefem i np jeden tydzien isc na 10 i zamykac, a nastepny np na 6 do 14. Nie myslalas o tym? Czy u was nie ma szans na to?
kurcze ja tez nie wiem jeszcze jak z praca, bo sama sie zwolnilam jak zaszlam w ciaze (znudzila mnie ta praca) i teraz bede szukac od zera, a macierzynski konczy mi sie w polowie grudnia, czyli pewnie od stycznia zaczne szukac - a u nas to martwy miesiac jezeli chodzi o prace... ehhh....
asiunia podziwiam decyzję bo sama nie dała bym rady wiedząc że ktoś wychowuje moje dziecko a nie umiała bym na to inaczej spojrzeć.
hehh... jeszcze pare lat temu tez tak myslalam, ale teraz mam zupelnie inne podejscie do tego. To nie bedzie moje dziecko. To nie ja je pod sercem bede nosic, to nie mojego bicia serca bedzie sluchac, to nie moj zapach powiedzie go cyca... Ona bedzie mama, od poczatku do konca. To ona go/ja urodzi i wychowa. Ja jestem tylko materialem genetycznym ktory pozwoli spelnic jej marzenie. To tak jak oddac komus nerke. Przeciez nie bede myslec ze ktos gdzies zabawia sie z moja nerka ;-) tak samo z jajeczkiem. Ja nie oddaje jej mojego dziecka, oddaje jej komorke ktora bez niego i jej nigdy dzieckiem nie bedzie...
Pozatym ja od zawsze twierdze ze rodzicem jest ten kto wychowuje a nie kto splodzi - bo w ten sposob latwo stwierdzic ze ojcem ich dziecka jest lekarz bo przeciez to on doprowadzil do zaplodnienia

a to by bylo absurdalne.
Pozatym pomysl sobie jak surogatka nosi czyjes dziecko i po porodzie nie chce go oddac. Pierwsza mysl - no jasne przeciez jest matka bo urodzila - no i odwrocmy to w nasza strona - ona urodzi, ona jest matka
a ja po rozmowie z nimi i widzac jej lzy w oczach, nie moge sie powstrzymac od radosci, usmiechu, ze JA, JA ASIA moje im dac takie szczescie jakie ja mam x2
