cześć Kobitki!
Uch, nerwy dzisiaj od rana okropne. Poszłam do przychodni i okazało się że lekarza nie ma i nie będzie, bo go gdzies przenieśli. A ja do dzisiaj L4 i kupa muszę miec ciągłość, w recepcji chcę wyciągnąć kartę do internisty okazuje się, że nie ma miejsc trzeba pytac lekarza czy przyjmie. Poszłam pod pokój, baby jeszcze nie ma (ma przyjmowac od 8, jest 8:10), pod gabinetem kilka osób. Przyszła 17 po ósmej a o wpół do 9 otworzyła drzwi. Weszłam pierwsza, i zaczynam cos mówić a ona "nie, nie przyjmę pani". Na co odpowiadam, że jeszcze nie wie w jakiej sprawi i o co chodzi, a ta jak katarynka, że ona ma za dużo pacjentów i już na schodach ją zaczepiają i ona nie ma czasu dla dodatkowych. Na co jej mowię, że po pierwsze, to niech przychodzi punktualnie, po drugie nie zaczepiam jej na schodach i po trzecie to mam problem, i przychodzę do niej jako do lekarza POZ i jestem w ciązy i proszę o pomoc. Skończyło sie pyskówką straszliwą, nawet nie będę tego opisywać, bo mi znowu ciśnienie skacze. A dodam że to była kierowniczka przychodni! Poszłam do położnej i się poryczałam u niej w gabinecie. Na szczęscie w innej przychodni powiązanej z tą (bo ja chodzę do międzyzakładowego ośrodka zdrowia i jest ich w sumie 3 lub 4 powiązanych) przyjmowała akurat lekarka i położna mnie umówiła. Musiałam jechać na drugi koniec miasta do lekarza - tam mnie przyjeła ginka, zbadała i dała zwolnienie na 2 tyg. Ale byłam w takich nerwach że aż zapomniałam poprosic o skierowania.
Mąż w tym czasie był w dyrekcji całego tego ośrodka i w poniedziałek składam oficjalną skargę na babsztyla do dyrekcji i do NFZ w kopii. Pójdzie larwie w pięty, oj pójdzie.
I zamierzam się przenieść do innego lekarza, bo jak tak dalej ma być że raz będzie lekarz a raz go nie będzie a ja się będę użerac i jeździć od sasa do lasa po zwolnienie i jeszcze być zbadaną byle jak toja pie....przę takie prowadzenie ciązy. Rozmawiałam z siostra i zapiszę się do jej lekarki,tylko musze tam w poniedziałek, albo wtorek podjechać. Dzisiaj już nie miałam siły. Wróciłam do domu, zjadłam obiad (dobrze, że z wczoraj krupnik został) i położyłam się. Musiałam odreagować.
Co do badań, to ja do tej pory wszystko robiłam za free (grupa krwi, WR, HBS, podstawowe morfologie +mocz,odczyny na toxo, różyczkę i boreliozęi odczyn Coombsa, bo mam konflikt serologiczny) może o czymś zapomniałam. Chce powtórzyć toxo (mam podstawę pod tytułem koty w domu)chociaż nigdy nie chorowałam a od dziecka mam do czynienia z kotami i w pierwszej ciązy było OK. A Coombsa w poprzedniej ciązy robiłam co miesiąc ale wtedy miałam ubezpieczenie firmowe i za nic nie płąciam, a teraz chyba jak jest podstawa to bezpłatnie można 3 razy zrobić.