Kitki, ja miałam to szczęście, że lekarka dopatrzyła się żółtaczki w dniu kiedy miałyśmy mieć wypis. Ja swój dostałam a Majka musiała jeszcze zostać w szpitalu na naświetlaniu. Całe szczęście babeczki położne wpadły na pomysł, że wpiszą w dokumentacje że muszę przyjmować jeszcze jakieś tam leki - chyba żelazo i przedatowali wypis na taki sam dzień jak Majki. Z tym, że moja Majka była w śpiączce, a Maksiu normalnie jadł - aż jestem w szoku, bo miał dużo wyższy wynik...