U mnie był horror... Marcysia koło 2 obudzila się ma cyca. Zjadla i od razu poszła spać. Zaraz usnelam i ja ale obudził mnie straszny krzyk... Normalnie tak jej sie ulewalo ze szło nosem. Nie mogła biedna tym noskiem oddychać bo się zaśluzowała. Płakała niemilosiernie:-(
A ja nie mialam fridy żeby jej to wyciągnąć:-( przez chwilę nie wiedziałam co mam robić, już myślałam ze po prostu buzia jej to wciągnę bo by mi się dziecko udusilo... Przypomnialam sobie ze laktator ma taką rurkę gumową wiec szybko po to pobiegłam i wyssalam jej wszystko co miala w tym malym nosku. Od razu jej się lepiej zrobiło, chwilę jeszcze poplakala i się uspokoiła. Matko straszne to było, najgorsza ta bezradność, dobrze ze chwilowa tylko.