Dzięki dziewczyny za pamięć

Ale nawet internetu w tel nie mam na razie więc nie bardzo miałam jak się odezwać. Muszę ten internet w telefonie w końcu sobie włączyć, bo przecież z porodówki będę musiała do Was pisać

Co do mycia rąk i gości to ja nie miałam tego problemu bo u mnie z rodziny nikt się nie pchał do tego, żeby brać noworodka na ręce czy go dotykać, nawet moja mama

Ale muszę się przyznać, że jeszcze jako młoda, niedoświadczona studentka byłam w odwiedzinach u znajomych którym urodziło się dzieciątko, i oni mi zaproponowali czy chcę je potrzymać, a ja chętnie na to przystałam, ale powiedzieli mi żebym najpierw poszła umyć ręce. I normalnie zrobiło mi się wstyd, że sama o tym nie pomyślałam, ale w życiu nie uważam, że to powód do obrażania się.
A co do gościu to muszę Wam powiedzieć, że mnie najbardziej meczyli goście odwiedzający w szpitalu po porodzie i to nie mnie odwiedzający tylko do babek z którymi leżałam na sali. U mnie bywał tylko mąż, bo już zapowiedziałam, że nie chce w szpitalu żadnych innych wizyt. To było naprawdę krępujące, jak do tych innych kobiet przychodzili ludzie pielgrzymkami i to nie na chwilę tylko całe godziny siedzieli, dziadkowie, teściowie, rodzeństwo z żonami, kuzynowie itd. To była jakaś masakra, ja ledwo przywieziona z porodu, wiadomo że krwawiąca, co chwilę młodą do cycka przystawiałam a oni wszyscy w zasadzie nad moim łóżkiem stali bo wiadomo, że na takich salach miejsca za dużo nie ma. W końcu przyszła położna i wyprosiła ich wszystkich, a ja w spokoju mogłam iść do łazienki. Eh to akurat kiepsko wspominam.