Obejrzyj wideo poniżej, aby zobaczyć, jak zainstalować naszą stronę internetową jako aplikację internetową na ekranie domowym.
Notka: Funkcja ta może nie być dostępna w niektórych przeglądarkach.
Nie pisałam tu jeszcze choć zdarzało mi się czytać wasze wiadomości![]()
Piszę bo może komuś się to przyda ...
Zacznę od tego, że ze zdalnej szkoły rodzenia zapamiętałam 2 rzeczy
1) kochający rodzić nie zrobi krzywdy swojemu dziecku
2) kieruj się intuicją - mama czuję czy z jego dzieckiem wszystko jest dobrze czy nie
I tak z terminem na 06.04 czekaliśmy na rozwój sytuacji.
30.03 od rana przez 4 h siedziałam przed komputerem i słuchałam konferencji. W międzyczasie zjadłam śniadanie i co nieco słodkiego. Po około 2 h zorientowałam się, że mimo zjedzenia czegoś co powinno pobudzić dziecko nie zostałam "skopana". Więc poprawiłam śniadanie pączkiem i zaczęłam liczyć ruchy. W ciągu 2 naliczyłam 4 - ale do tej pory nie wiem czy to kopniaki czy skurcze. Zadzwoniłam do położnej którą miałam wykupioną a ona kazała mi pojechać na KTG ( zabrać coś do jedzenia i picia bo może być kolejka). W szpitalu trafiłam na wspaniałą położna która pomimo kolejki stwierdziła że mam zostać zbada jako pierwsza - może jest taka procedura , nie wiem. Pod KTG podłączyła mnie praktykantka która po chwili znikneła i przyszła z kimś bardziej doświadczonym. Nagle zostałam zastrzelona szybkimi poleceniami " wstań, na kolana, wyciągnij rękę" Zobaczyłam że w koło mnie nie ma 2 osób a co najmniej 3 razy więcej. Słyszałam że ktoś mówi " zaraz będziemy z pacjentką na ciencie". Ktoś wkuwał mi coś w rękę, ktoś inny podawał coś do ust. Ktoś rzucił pytanie " czy wyrażam zgodę na CC" - nie wiem nawet czy odpowiedziałam. Poprosiłam o poinformowanie męża. Pielęgniarka powiedziała że mam 2 minuty na zadzwonienie ( tyle zajęło dojechanie na blok operacyjny). 8 min później na świecie pojawił się ON - tak wynika z dokumentacji i historii telefonu. Miałam znieczulenie ogólne.
Obudziłam się na sali pooperacyjnej. Nic nie czułam poza lecącymi łzami. I tu kolejna wspaniała położna od razu się mną zajeła. Zapytałam czy wie co z dzieckiem a ona, że tak bo spodziewała się takiego pytania i że możemy do niego zadzownić - pierwsze pomyślałam że coś źle usłyszałam. Położna dała mi telefon w którym przedstawiła się Pani neanatolog która zajmowała się synkiem od czasu urodzenia. Poinformowała że wszytko jest dobrze i jak się będę czuła na siłach to wyśle synka do mnie. Po 5 min synek leżał ze mną.
Panie położne były wspaniałe za co im dziękuję.
Marta dobrze , że wszystko się dobrze skończyło, zdrówka dla Was.Nie pisałam tu jeszcze choć zdarzało mi się czytać wasze wiadomości
Piszę bo może komuś się to przyda ...
Zacznę od tego, że ze zdalnej szkoły rodzenia zapamiętałam 2 rzeczy
1) kochający rodzić nie zrobi krzywdy swojemu dziecku
2) kieruj się intuicją - mama czuję czy z jego dzieckiem wszystko jest dobrze czy nie
I tak z terminem na 06.04 czekaliśmy na rozwój sytuacji.
30.03 od rana przez 4 h siedziałam przed komputerem i słuchałam konferencji. W międzyczasie zjadłam śniadanie i co nieco słodkiego. Po około 2 h zorientowałam się, że mimo zjedzenia czegoś co powinno pobudzić dziecko nie zostałam "skopana". Więc poprawiłam śniadanie pączkiem i zaczęłam liczyć ruchy. W ciągu 2 naliczyłam 4 - ale do tej pory nie wiem czy to kopniaki czy skurcze. Zadzwoniłam do położnej którą miałam wykupioną a ona kazała mi pojechać na KTG ( zabrać coś do jedzenia i picia bo może być kolejka). W szpitalu trafiłam na wspaniałą położna która pomimo kolejki stwierdziła że mam zostać zbada jako pierwsza - może jest taka procedura , nie wiem. Pod KTG podłączyła mnie praktykantka która po chwili znikneła i przyszła z kimś bardziej doświadczonym. Nagle zostałam zastrzelona szybkimi poleceniami " wstań, na kolana, wyciągnij rękę" Zobaczyłam że w koło mnie nie ma 2 osób a co najmniej 3 razy więcej. Słyszałam że ktoś mówi " zaraz będziemy z pacjentką na ciencie". Ktoś wkuwał mi coś w rękę, ktoś inny podawał coś do ust. Ktoś rzucił pytanie " czy wyrażam zgodę na CC" - nie wiem nawet czy odpowiedziałam. Poprosiłam o poinformowanie męża. Pielęgniarka powiedziała że mam 2 minuty na zadzwonienie ( tyle zajęło dojechanie na blok operacyjny). 8 min później na świecie pojawił się ON - tak wynika z dokumentacji i historii telefonu. Miałam znieczulenie ogólne.
Obudziłam się na sali pooperacyjnej. Nic nie czułam poza lecącymi łzami. I tu kolejna wspaniała położna od razu się mną zajeła. Zapytałam czy wie co z dzieckiem a ona, że tak bo spodziewała się takiego pytania i że możemy do niego zadzownić - pierwsze pomyślałam że coś źle usłyszałam. Położna dała mi telefon w którym przedstawiła się Pani neanatolog która zajmowała się synkiem od czasu urodzenia. Poinformowała że wszytko jest dobrze i jak się będę czuła na siłach to wyśle synka do mnie. Po 5 min synek leżał ze mną.
Panie położne były wspaniałe za co im dziękuję.
Ja nie odciagam, bo później nie poradzilabym sobie z nadmiarem - musiałabym stanc na targu chybaCo do masażu szyjki to ja nigdy nie miałam, ale też z opowiadań koleżanek i znajomych wiem że to nie jest przyjemne, ale pomaga.
Mamuśki ściągacie nadmiar mleka i mrozicie?
U mnie też już jest tak żeby mały się najadł, ale czasem jak chce wyjść do sklepu, czy gdzieś na dłużej lub jak chce przespać 3h ciągiem to mąż ma akurat w butelce dla młodego. Także ściągam trochę, ale nie ma tego dużo. Taki nadmiar to ok. 20-30ml z dwóch piersi.Marta dobrze , że wszystko się dobrze skończyło, zdrówka dla Was.
Ja nie odciagam, bo później nie poradzilabym sobie z nadmiarem - musiałabym stanc na targu chyba. U nas już sie unormowalo i piersi produkują tyle ile mała je. Także zaczekaj