Boze Lady az mi łzy lecą kiedy czytam opis Twojego porodu. Odzyły wspomnienia kiedy rodziłam Maxa , tez tak bardzo cierpiałam, zakończyło się jednak porodem naturalnym.
Cieszę się, ze juz masz to za sobą
Serdecznie gratuluję Sebcia :-)
LUCKY GRATULACJE!!!
Kachurek słodki ten twój synuś:-)
Lucku ja tez podpisan się pod gratlucje !!! :-)
I faktycznie Kachurek Twój synio śliczny. Ma takie bystre oczka, jakby był starszy
Mam pytanie do wszystkich doświadczonych mam, zapewne głupie, ale tak jak mówię - oprócz książek mało do kogo mogę się zwrócić więc proszę o wyrozumiałość

Mianowicie - odbijanie.
Czy dziecko musi się odbić zawsze po każdym jedzonku? (karmię piersią). Trzymam Mikołajka długo na ramieniu pionowo i nic z tego...czasem usłyszę jakieś "gruchnięcie", zakładając że to to jest odbicie, ale też nie zawsze...Jak długo trzeba tak trzymać dziecko do odbicia? I czy odbicie jest gwarancją że mu się potem nie uleje? Zapytałam położnej w szpitalu o to, powiedziała, że nie musi sie odbić, że odbijać wtedy kiedy maluch nałyka się powietrza. Tylko skąd ja mam wiedzieć do jasnej ch... czy on sie nałykał powietrza, zapytać?



Bardzo proszę o rady i pomoc. Z góry dzięki. Miłego dnia!
Lucy biedaczku, bardzo współczuje wspomnień z porodu :-( Teraz po drugim porodzie wiem , ze mozna rodzic na luzie, kulturalnie, bez poczucia upokorzenia..Ze teskni się za kochaniem.
To straszne, ze standardem nie jest znieczulenie

wrrrr
Co do odbijania. Podobno nalezy maluszka nosić do 10 minut, opierac jego brzusio na swoim ramieniu i delikatnie pukać w plecki na wysokosci brzuszka. Ja w miedzyczasie robię tak , ze odchylam Marcela do poziomu i ponownie biorę na ramię. To czasem pomaga. Jesli po 10 minutach się nei odbiło to chyba znaczy, ze dzieciatko nie łyknęło powietrza.
Ale o ile wiem nawet odbicie nie jest gwarancją , ze się nie uleje.
Na wszelki wypadek dzieciatko nalezy układac spać na boku

podkładając coś pod plecki (ja mam poduszeczkę, ale moze być np zwiniety w rulon recznik etc.)
Lady, popłakałam się jak czytałam o Twoim porodzie. Jakbym czytała o swoim, tylko że mój jednak zakończył się naturalnym...Ale ból który opisujesz...Ja przy partych traciłam przytomność, ponoć rzucałam na wszystkie strony głową (mąż był przy mnie) i myślałam, że naprawdę umieram. A darłam się tak, że Piotrek powiedział, że nie wiedział, ze człowiek potrafi wydawać z siebie takie odgłosy. Ponoć na całym oddziale było mnie słychać, aż się zbiegali tylko.
Urodziłyśmy tego samego dnia..może to nie był dzień na "łatwe porody"

Gratulacje dla Ciebie i synka.
Trzymajcie się.
Ja mykam.
Ja tez się tak darłam, ze potem głupio mi było wyjsc z sali porodowej


;-)