Nio, już pisałam kiedyś o tym, że nie chciała, przynajmniej jak byłam w grudniu i na początku stycznia to dała tygodniowe ale z kręceniem nosem. Bo że kontrolują z zusu, a mi ginekologicznie nic nie jest, ale przecież wystarczy kumulacja kilku dolegliwości ciążowych, żeby samopoczucie było denne i zeby nie dało się pracować, tymbardziej, że specyfika mojej pracy nie pozwoli mi na wyjście na przerwę w zupełnie dowolnym momencie. Zobaczymy, idę do niej w przyszłym tyogodniu i będę się kłócić! Mam nadzieję, że teraz już mi da. Jak nie - zmienię lekarza, albo pójdę równolegle do innego, bo wiem, że inni z tym problemów nie mają, a już w ciąży to w ogóle.
A może to jest też ten pronblem, że chodzę do niej "państwowo", a ma też swój prywatny gabinet... Tylko, że w sumie zna się z moim wujkiem i ciotką i została przez nich polecona... a już nie wiem o co jej chodzi...