Dziewczyny wczoraj się przekonałam jak ważny jest spokój i relaks matek karmiących. Pamiętacie pewnie jak ostatnio pisałam że będę sprzedawać pokarm bo mam go w nadmiarze, a jednak wystarczy chwila i można go bardzo łatwo stracić.
W niedzielę wieczorem pokłóciłam się z Wojtkiem i to dość ostro, w każdym razie poszliśmy spać obrażeni na siebie. W nocy wstaję na karmienie i zamiast ciężkich i twardych piersi (w nocy zawsze takie są) czuję flaczki, rano sytuacja się powtarza i tak przez cały dzień. Starczyło małej, żeby się najeść ale jak po południu przyszła teściowa i mnie doprowadziła do furii swoimi tekstami, że źle noszę dziecko, że nie śpi bo jest jej zimno a potem jak wyszłam na chwilę i wróciłam a ona z małą na rękach (czego nie mogę znieść, bo ona tylko przyjdzie to tylko chce ją nosić, chyba nie zna innego sposobu na kontakt z wnuczką) a gdy spytałam czemu ją nosi to odp że chciała zobaczyć co powiem (No tak bo trzeba przecież wypróbować nerwy karmiącej synowej), to autentycznie Klaudia opróżniła to co było w obydwu piersiach i nadal była głodna. W ruch poszły zapasy z zamrażalki. Także unikajcie stresów, ja dzisiaj rano wstałam i grzeczniutko pogodziłam się z mężem. Mam nadzieję, że mleczka znów będzie tyle co wcześniej.