Obejrzyj wideo poniżej, aby zobaczyć, jak zainstalować naszą stronę internetową jako aplikację internetową na ekranie domowym.
Notka: Funkcja ta może nie być dostępna w niektórych przeglądarkach.

Wybrałyśmy się z siostrą na dwa wózki i dwa umiarkowanie grzeczne dzieciaki na maraton spacerowy do Rynku. Miałam nadzieję, że Flora jak zwykle będzie spać jak zabita, tymczasem jej się znowu odpalił tryb występów dla publiczności: moje niezwykle towarzyskie dziecko, jak tylko wyczuje, że dzieje się coś ciekawego, a jeszcze lepiej, jak można mamie zapewnić możliwość kompromitacji w miejscu publicznym - to nie odpuszcza
I tak poczekawszy grzecznie aż przemkniemy bocznymi uliczkami i znajdziemy się pod Ratuszem, obudziła się, przeciągnęła i sprawdziwszy, że widzów jest wystarczająco dużo, odpaliła taką syrenę alarmową, że mało guzików w bluzce nie pourywałam lecąc z cycem zatkać drącą się buzię
no a skoro już wyjca na dobre uciszyłam to uznałyśmy, że możemy sobie pozwolić na odrobinę szaleństwa i wskoczyć do knajpy na mały obiadek....nic bardziej mylnego...Flora ledwo wózki między stolikami upchnęłyśmy ponownie uznała, że takiej okazji do show odpuścić nie można
Dobrze, że było południe i gości w knajpie niewielu, więc niewielu miało okazję zobaczyć kobietę w średnim wieku z pieluchą na głowie i drącym się niemowlakiem pod pachą usiłującą upchnąć tegoż niemowlaka pod stanowczo za małą pieluchą tak, żeby wilk był syty i pierś cała zakryta
Młoda dzielnie nie dała się odciągnąć od cyca ani na moment, uznając poniekąd słusznie, że w knajpie się je, i skoro mama to robi, to dlaczego jej nie wolno?
Rezultaty uspołeczniania: mama i dziecko usiane ryżem z risotta, stolik knajpiany pozostawiony w stanie sporej dewastacji i gigantyczny napiwek na pożegnanie, żeby nas tam jeszcze kiedyś wpuścili
Na szczęście jest rekompensata w postaci coraz częstszych uśmiechów i gaworzenia: Florka nie musząc już ciagle płakać przez brzuch rozgadała sie na całego i prowadzi skomplikowane konwersacje - głównie z maziajami na gondolce od wózka no i z pandą
a tak na prawdę to nie było po co. Ja chodziłam tam już po ścianach i wpadałam w głęboką nerwicę wysłu****ąc kolejnych pomysłów lekarzy o tym co to może dolegać mojemu (zdrowemu) synkowi. W efekcie Marcel został przebadany na dziesiątą stronę, niestety zaliczył też serię antybiotyków i wreszcie nas wypuścili. Uff! Wolę nie wracać do wspomnień szpitalnych bo to co wyprawiały położne i lekarki z tymi dziećmi to się nadaję tylko do sfilmowania ukrytą kamerą i wysłąnia do TV.


