Pearl, witajcie i piszcie. A dla Szymona rocznicowe buziaki :-)
proponuję abyś zaufała mężowi - i powiedz mu o tym, że ufasz, wspierasz i wierzysz, że da sobie ze wszystkim radę
myślę, że na tym wlaśnie polega wielkość kobiet, że same są w stanie znieść wiele i zawsze potrafią być wsparciem dla swoich mężczyzn
a dla siebie też coś zrób - coś co poprawi ci humor;-)
Ha, powiedziałam mu dzisiaj, że jak nie będzie ze mną współpracował, to sobie nie poradzi, bo logistycznie tego nie ogarnie

;-)Jakoś stojąc trochę z boku bardziej potrafię ogarnąć całość, zaplanować kolejność działań, no i w marketingu jestem o niebo mocniejsza - to tak w ramach pobudowania. A tak serio, to uważam, że jak tylko nie przegina, to jestem dla niego dużym wsparciem. Dzisiaj mama została z dziećmi, a my załatwiliśmy fryzjera, sprawdziłam lokal przed jutrzejszą akcją, wydrukowaliśmy ulotki, zadzwoniłam do kolegi strażaka miejskiego zapytać, czy możemy dawać ludziom herbatkę na mieście, zrobiliśmy zakupy i nawet udało mi się stęsknić za dziećmi... W każdym razie o niebo lepiej. A jak już wymyśliłam, że moja ulubienica za tydzień będzie chodziła z palmą na głowie (sama ją zaprojektuje :-)) i w takim stroju będzie rozdawać ulotki, to zrobiło mi się całkiem ok.
Widzę, że Was na przytulanki zbiera... I to takie "na dzidziusia". Podziwiam. Ja po Tymku musiałam sporo odpoczywać, no ale może i dlatego, że nigdy nie myślałam o małej różnicy wieku. Te trzy lata, jakie mamy, wydają mi się o tyle dobre, że jak ja byłam w drugiej ciąży, zagrożonej oczywiście, to TYmi był już bardzo samodzielny i nie musiałam go nosić. Trzymam kciuki za planujące...
Kate, o mój pesymizm też jest spory. Zawsze widzę czarne scenariusze.
Siedzę dzisiaj na kibelku (Jula w leżaczku obok

), no i telefon. TYmi odbiera i mówi: "ale mamusia robi kupę". Wow, myślę sobie, nieźle, ciekawe kto to. Pytam: "Tatuś?", "nie wujek jakiś". No i cały szereg potencjalnych wujków przez głowę mi przeszedł, czyli panowie z tpsa, możliwi ankieterzy. Jak telefon zadzwonił jeszcze raz, to nie wiedziałam czy odbierać czy wleźć pod stół. Rzeczywiście był to wujek, mój chrzestny, który pogratulował mi sekretarza, ale pogadanka na temat odbierania telefonów była.