Stopi tak mieszkam w wawie na włochach, ale pochodzę z okolic Częstochowy
o problemach Tosi nie pisałam za wiele, bo zaczęłam się udzielać na forum dopiero jak wróciliśmy ze szpitala i zakończyliśmy ciągły rajd po lekarzach. A było tak...
w 30 tygodniu ciąży dowiedziałam się ze mała ma przepuklinę przepony- to taka wada gdzie narządy jamy brzusznej przemieszczają sie klatki piersiowej i uniemożliwiają rozwój płuc. Zrobiono mi kordocentezę podobno konieczną jak okazało się póżniej kompletnie nieprzydatną, spowodowało to akcję porodową, gdyby Tosia urodziła się wtedy przeżyłaby tylko kilka oddechów. Na szczęście udało się trochę zastopować- leżałam do 37 tygodnia w Łodzi, bo tam nas wysłali z wawy z permamentnymi skurczami i rozwarciem na 3 cm. W 37 tygodniu chirurdzy neonatolodzy dali zielone światło- rodzimy. Odstawiliśmy leki, 2 dni póżniej się zaczęło, miałam rodzić naturalnie ale nie było respiratora dla małej, tak się zestresowałam że to był koniec skurcze i rozwarcia, kazali mi czekać z porodem do rana, rano podjęli decyzję o cesarce z wskazań " sprzętowych" pojawił się wolny respirator, ale nie wiadomo jak długo by czekał....
Dobę po porodzie Tosia była operowana, na początku stan był bardzo ciężki, ale potem mała zaczęła wracać do zdrowia tak szybko że zadziwiła lekarzy, miały być minimum 3 miesiące w szpitalu, wyszliśmy po 3 tygodniach. Wyszliśmy z zaleceniem- traktować jak normalne niemowlę, co jakiś czas u nich kontrola. W warszawie niestety czepiali się wszystkiego, wiec początki były trudne. Dlatego długo nie chodziłam do pediatry i boję sie tych badań