Hej laseczki!
Nie odzywałam się przez weekend, bo nei było nas w domku... tak jak pisałam wcześniej mój mąż szykował dla mnie niespodziankę z okazji urodzin. W piatek rano powiedział: "Pakuj się! Zabieram Cię na randkę. Wracamy w niedzielę. Weź wygodne buty, ale możesz wziać spódniczki, a na wieczór, coś bardziej eleganckiego."
Wiedziałam, że coś szykuje, więc nie byłam całkiem zszokowana, no ale mimo wszytsko nie wiedziałam dokąd jedziemy... Wyjechaliśmy z Gliwic na Rybnik, więc pomyślałam "PRAGA!" ale Wojtek na to "A może WIEDEŃ? :-)"... Dopiero za granicą powiedział mi, że do PRagi jedziemy, cobym juz więcej go nie męczyła i się nie stresowała... no i tak gdzieś 140 km od Pragi zaczał nam lecieć taki dym z rury wydechowej, że jadące za nami auta chyba nic nie widziały wjeżdżając w tą chmurę dymu. Wojtek się zatrzymał, chciał wyłaćzyć silnik, ale nawet jak wyciągnął kluczyk ze stacyjki auto wyło jak szalone, więc musiał wrzucić bieg i puścić sprzęgło (coby zgasło jak na skrzyżowaniu gdy rusza się z 4-wórki

)... zadzwoniliśmy po lawetę, która zawiozła naszę autko do najbliższej mieściny. Zepsuta turbosprężarka, naprawa jakieś 2000 zł, auto nie do ruszenia, moga naprawić po niedzieli

no to my za telefon do rodziców "ZAŁATWIAJCIE LAWETĘ DO POLSKI!"... No ale rodzice powiedzieli, że załatwia na niedzielę i żebyśmy sobie pojechali juz te 140 km autobusem do Pragi... i tak też zrobiliśmy i o 19 bylismy w hotelu... w Pradze było cudnie, pogoda super. Most Karola, Hradczany, Zamek Praski, Katedra Vita - miodzio... jak wracaliśmy w sobotę do pokoju to stawy odmawiały mi już posłuszeństwa, nogi wchodziły do d*** po same kolana


A w niedzielę, jeszcze zobaczyliśmy Muzeum Narodowe, zjedliśmy conieco i w drogę po autko. Tam gdzie zostawiliśmy auto miał przyjechać teść lawetą - był po 19, załądowaliśmy auto i o 20 ruszyliśmy spowrotem... i wszystko byłoby cudownie, gdyby nie to, że
1. za Brnem zaczął nam się grzać silnik...
2. 20 km przed Ostravą auto nam zgasło (była 23 a my w czeskich górach) nie chciało odpalić przez jakieś 10 min. Już myślałam, ę będziemy wzywac lawetę coby tą lawetę którą jedziemy odholować

3. Jak wieżdżaliśmy pod najmniejszą górkę temp. wchodzila na czerwone pole.
4. 10 km od Domu znów zgasło nam auto na skrzyżowaniu i znów nie chciało odpalić...
5. W domu byliśmy o 1 w nocy.
Także nie obyło się bez przygód i nerwów, ale za to wyjazd będzie niezapomniany


Pwiedziałam mężowi, że na następna taką randkę chciałabym pojechać pociągiem albo rowerem

ewentualnie samolotem
Widzę, że wszedzie ładna pogoda wykorzystana w 100% :-)
Pozdrawiam i wracam do dzieciaków, bo cos się strasznie rozpisałam

Przepraszam

ale weekend był na prawdę pełny wrażeń
Jak ściągnę zdjęcia to wkleję - bo dziś byłam na dodatek od 9 do 16 na szkoleniu w ramach tego projektu o dofinansowanie dla kobiet rozpoczynających działalność, więc w tej chwili ledwo się poruszam
