reklama

Lipiec 2011

reklama
Siostra, Ty masz takie piekne włosy, że szkoda by je było niszczyć suszarką i prostownicą:) Dobra, podeślę Ci brata na troszkę, ale Tomek go nie zabije? ;)
Ja też to oglądam, ale mnie to najbardziej dziwi to, jak można w taki sposób odzywać sie do mamy...
 
orchidea u mnie się mega pilnuje godzin, a właściwie recepcjonistka pilnuje kto o której
zresztą jak chodzę na usg, czy normalnie do lekarza, to tylko godziny obowiązują, nikt nikogo nie przepuści tylko dlatego że przyszedł wcześniej;-)
ale ja to się cieszę, bo nie ma tej wariacji, żeby przychodzić dwie godziny wcześniej

basieniak, katerina ja będę w św. zofii na żelaznej rodzić, więc chcę do którejś ze szkół z którą współpracują, jeszcze nie wybrałam
 
Corin :szok: o matko kochana kurde nie mają te dzieci co robić w domu ?? :(
Anula hihi no tak też prawda ;)
sis nie no jak powiem,że będzie gotował to chyba nie zabije ale kto to wie hahahahaa
Pippi no widzisz u nas niby godzinki ale jakoś kolejka idzie i w sumie źle nie jest
 
Sis, nieee to nie pożyczam;) hehe;) Trzymam kciukaski Słoneczko:***

Idę wcinać i się szykować, będę później:) Buzialki Rybeczki, pamiętajcie o kciukach:)
 
Hhahahahaha no dobra dam radę jakoś :-D wogóle jak matka może pozwolić,zeby 14sto latka się wyprowadziła policja i heja do domu a nie... no właśnie odzywki ma niezłe :(
 
Katerina, no ja myślę o solcu bo moje 3 kolerzanki w ostatnich 2 latach rodziły na solcu, w tym jedna już drugi raz i są bardzo zadowolone. A co najważniejsze to nie ma problemu jak w innych znanych szpitalach w Warszawie, że nie przyjmą bo za dużo ludzi, bo tam nie ma tłoku. A sale porodowe są tylko pojedyńcze i to odnowione i niezle wyposażone, a poporodowe 2 osobowe, max 3 osobowe więc jest nieźle. No i w razie jakichkolwiek problemów zawsze chyba lepiej wyposażona karowa jest bardzo blisko. Ewentualnie mój lekarz właśnie ma zmieniać szpital i zobaczymy gdzie trafi, to może wtedy zastanowię się nad zmianą...
Pippi ja też myślałam nad szkołą rodzenia na żelaznej, ale tam już miesiąc temu było ciężko z miejscami, a to już jakie szkoły rekomenduje to nie mam pojęcia.
 
Corin :szok: o matko kochana kurde nie mają te dzieci co robić w domu ?? :(

Eeee, w domu.... przecież oni zaczynają ciężki dzień w szkole, wiec ku pokrzepieniu browarka sobie strzelaja, papieroska machną i od razu lepiej... :-(


Musze się wam wyżalić. Po raz kolejny doznałam "miłości ojcowskiej"
Ale niestety będzie to długi wywód.

Jak byłam w 4 klasie moi rodzice się rozwiedli, od tej pory widywałam ojca tylko przy okazji moich urodzin, kiedy to wpadał z paczką i tłumaczył mi jaki jest nieszczęśliwy że mnie nie widuje...
Kiedy poznalam mojego obecnego męża ten sie uparł że mam naprawić stosunki z ojcem i krok po kroku zaczynalo być coraz lepiej, Teraz jesteśmy na etapie, że ja ich odwiedzam, oni nas przy okazji (urodzin).

Ojciec jest, moje dzieci go znają, dla ich dobra udaję, ze jest wszystko ok. On ozenił sie po raz drugi z kobieta która ma 2 córki z pierwszego małżenstwa (jak pisze o siostrach, to wlasnie o nich) i te dziewczyny mają dzieci. Moj ojciec traktuje tamte dzieci jak wnuki (zreszta mówią do niego dziadku) moje dzieci niby tez sa jego wnukami, ale drugiej kategorii.
Nauczyłam się z tym życ, choć to boli.
Nauczyłam się też że tamte dziewczyny sa dla niego bardziej córkami niż ja. To one wszystko od niego dostają, ja nic. To im zabezpieczył przyszlość na wypadek jego smierci, ja nie dostane nic.
Nauczylam się więc żyć obok, jak z sasiadem w dobrych stosunkach, o nic nie prosząc.

tyle tytułem wstępu.

Dziś okazalo się ze jutro musimy z mężem oboje stawić się w banku w zabrzu. Taki wyjazd to 4 godziny jak nic. Dzieciaki mam chore, więc nie moga z nami jechać, samych ich też nie zostawię.
Moja mama wczoraj miała operację, musi leżeć przez tydzień.
Mój ojczym zajmuje się swoim obłożnie chorym ojcem, nie moze go zostawić ani na moment.
Jesteśmy w kropce.

Po raz pierwszy od rozwodu, zadzwoniłam do swojego ojca z prośbą, żeby jutro przyjechał na 4 godziny i posiedział przy moich dzieciach.

Kuźwa ile problemow sie nagle pojawiło.
Najpierw było, ze musi odebrać wyniki w przychodni, potem że znajoma przyjeżdza o 11 i musi ja odebrać z dworca i przywieść do domu. Jeszcze ze musi swojej matce zakroplic oczy, która chwilowo z nimi mieszka.... i milion dwiescie innych...

Powiem wam odechciało mi się, naprawde wszystkiego.

Na pokaz przed innymi jest miły dla mnie i uśmiechniety i ciagle deklaruje chęć pomocy, a jak przyjdzie co do czego to jest milion problemów...

W koncu mu powiedzialam ze nie chce robic mu problemow, skoro znajoma nie moze przyjechac taksówka, a on wyniki musi koniecznie rano odebrac, to my to zalatwimy inaczej. Poprostu najpierw ja pojade do zabrza, a potem mąż i rozłączylam się.

15 min później mi oddzwonił że przyjedzie. Ale oświadczył mi to takim tonem, ze wolalabym chyba zeby nie dzwonil....


Sorki, ze wam marudzę ale aż mi się chce ryczeć a nie mam się komu wygadać...
 
reklama
corin wspolczuje ja na swojego tez liczyc nie moge przez ciaze, bo wstyd...pieniedzy nie daje i pilnuje mamy ona potajemnie wysyla. Wczoraj bylam u nich uparta jestem ale staralam sie wtracic do rozmowy wtedy udawal ze nie slyszy i tak od grudnia a rodzenstwo zawsze bylo lepsze...wiec rozumiem, liczyc mozna tylko na siebie...
a i mama chce nas odwiedzic ale nie moze bo on do wojne by zrobil za to ze do mnie chce a lepiej dac spokoj bo zaraz w zlosci rozwali cos w domu...
 
Ostatnia edycja:

Nowe wątki

reklama
reklama
Wróć
Do góry