reklama

Lipiec 2011

magia po burzy zawsze musi wyjsc słonce, czasem trwa to dłuzej, czasem krócej, ale najwazniejsze ze najgorsze masz za soba - tego sie kochana trzymaj a bedzie dobrze, poki co same pozytywy w twoim zyciu przewazaja i oby ta dobra passa trwała jak najdłużej:*
 
reklama
magia w takim razie rzeczywiście Staś przyniósł z sobą nowe perspektywy i przerwał złą passę, z tego co piszesz mam nadzieje że limit przeciwieństw losu został wyczerpany. Oby teraz wszystko ułożyło się po twojej myśli :-)
 
Ja wierzę, że będzie dobrze i Wam też życzę żeby Wasze porody były znośne, a potem to już same wiecie - zakochane będziecie po uszy w swoich Maluszkach:tak:
Mnie może i spotkały nieszczęścia w życiu, ale zawsze ktoś nade mną czuwał i miałam niesamowite szczęście. Jak się dowiedziałam po operacji, że mój nowotwór był złośliwy, że nie mam już jajnika i czeka mnie chemioterapia, to najbardziej załamało mnie to, że pewnie nigdy nie urodzę dziecka. Po chemii były małe szanse. Łukaszek też był dzieckiem-niespodzianką:-) I to w rok po chemioterapii. Jak człowiek ma przeżyć chorobę to przeżyje, a jak ma urodzić dziecko to urodzi!
 
magia wielki szacun Kochana dla Ciebie, kurcze tyle przeszłas a pogody ducha Ci nie brakuje i jestes zywym przykladem na to, ze ww zyciu potrafi byc pieknie!!
 
Magia to miło jak los się odwrócił Tobie na dobre:)
Iwonuś ja mam planowane i tak ustalone ze cc z ogólnym a Ty masz planowane czy zastanawiasz się co by było gdyby?:)
 
Magia swoje przeszłaś, teraz tylko lepiej będzie!

Jak tak sie czyta o cudzych problemach, to swoje wydaja mi sie taka błachostką.. jednak czasami nie docienia sie tego co się ma:)
 
magia podziwiam za wytrwalosc, bo w chorobie wlasnie to jest najwazniejsze, wytrwalosc i nastawienie psychiczne, bo w sumie nic innego zrobic nie mozesz, jedynie wierzyc ze moze byc lepiej :-)
eeehhh te nowotwory :/ moj ojciec zmaga sie z rakiem pluca od czerwca tamtego roku, od samego poczatku jest na chemii wiec tez nic nie wiadomo jak to sie potoczy...
 
reklama
Dziękuję Kochane:happy:
Dodi ja właśnie tak czasem sobie mówię, że to szczęście, że Łukaszek ma (na szczęście coraz mniejsze problemy astmatyczne), a nie tfu... jakąś naprawdę poważną chorobę. Samemu coś znieść jest jednak lżej, najgorzej u dziecka. Współczuję takim biednym rodzicom.
Emka mam nadzieję, że twój Tatuś upora się z tą perfidną chorobą. Niech ją przegoni na 4 wiatry. Tak jak mówisz - trzeba wierzyć. Przytulam Ciebie *.
 

Nowe wątki

reklama
reklama
Wróć
Do góry