Anilewe, Jagódka ma rację, olej zawistne babsko

Niektórzy już tak mają że żeby sobie poprawić humor muszą komuś coś przykrego powiedzieć, za parę miesięcy będziemy laski jak się patrzy
Nie no kuzwa boje się. Boje się że Aru złapie rotawirusa i wyląduje z Zuzia w szpitalu. Dam do przedszkola ale dopiero na wiosnę. Zresztą mąż jest na nie.
Elifit, nie stresuj się, twój Aru nie ma jeszcze 3 lat, chyba aż takie horrory się w tych przedszkolach nie dzieją, że go tam zlinczują jak za późno trafi. A tak może nie złapie od razu rota, ale pewnie infekcję niejedną, po co Ci w domu chory niemowlak? Ja swojego będę dawać do przedszkola dopiero jak 3 lata skończy, może teraz będziesz go wozić np na 1-2 godziny żeby się integrował z innymi dziećmi, czasami przedszkola robią takie zajęcia popołudniowe.
Nie wiem jak jest w przedszkolu, ale ja pamiętam że w podstawówce to u nas wręcz była walka żeby się zaprzyjaźnić z "nowym", nawet mnie moja dotychczasowa przyjaciółka opuściła jak kiedyś taka nowa Ania się pojawiła
Z drugiej strony to jest takie nieodpowiedzialne jak rodzice przyprowadzają chore dzieci do przedszkoli i żłobków, rozumiem, że muszą iść do pracy, ale w końcu i tak dziecko im się rozłoży i na L4 pójdą, a tak to jeszcze pół grupy zarażą... W przedszkolach powinni nie przyjmować chorych dzieci, tylko odsyłać do domów, ech, może kiedyś coś się zmieni?
Co do świąt to ja już od dawna mam dosyć jeżdżenia po rodzinie, w tym roku jadę sama w piątek do swoich rodziców, posiedzimy 2 dni, w niedzielę mąż przyjedzie, zjemy śniadanie i uciekamy. Mamy plan zrobić sobie jakąś przyjemną wycieczkę we trójkę, albo na działce posiedzimy jak będzie ciepło. A nie gnicie przed TV i obżeranie się na maksa. Poza tym ostatnio mam jakiś kwas, bo trochę się posprzeczałam z bratem ostatnio, jeszcze sie pokłócimy niechcący, bo ostatnio mam nerwa na wszystko...
Rodzice też mnie wkurzają, oboje emeryci, mieszkają od nas 70 km drogi, co tydzień jakiś wyjazd sobie organizują, ale żeby do wnuczka przyjechać chociaż raz na m-c to jest problem... A jak już są to o 16 już muszą jechać, nie wiadomo po co? Z teściami też nie lepiej, mieszkają w tym samym mieście, teściowa to jeszcze wpada od czasu do czasu, ale też tylko na 1-2 godziny, a teść jak ją przjedzie odebrać to stoi pod klatką w aucie i dzwoni żeby już wyszła, nawet nie wejdzie do wnuczka na 10 minut, masakra jakaś! A wszyscy niby tak wyczekiwali wnuczka i ciągle tylko po ślubie słyszeliśmy, kiedy wnuczek, kiedy? A jak jest to nie można liczyć na pomoc, oni wszyscy najchetniej to by chcieli żeby im małego przywozić i odwozić. Trochę mnie poniosło, ale zaczyna do mnie docierać, że jak się 2 pojawi to możemy liczyć tylko na siebie i tak mi jakoś przykro się zrobiło

Dla kontrastu mojej sasiadkii mama specjalnie przyjechała ze świnoujścia żeby opiekować się wnuczkiem...
W sumie nie miałabym pretensji ale wszyscy dziadkowie na emeryturze, to raczej na brak czasu i nadmiar obowiązków nie narzekają..
To tyle żali, idziemy na spacer, buziaki!