Cześć Lipcóweczki :-)
Ale u nas dziś paskudnie było, nos wyściubiłam dopiero po obiedzie, żeby sobie jakieś gazetki kupić i oddać książki W. do biblioteki gruuubo po terminie. Tak nam jakoś te "Dzieci z Bullerbyn" zeszły ;-)
Limonka - ja nie mówię, że to musi być cukier, ale sprawdzić nie zaszkodzi. Mi na czczo przez całą ciążę nie wykazywało nigdzie, a po krzywej owszem, nie do końca to rozumiem, ale odkąd jestem na diecie zeszła ze mnie cała woda, zniknęły bezsenne noce (no, poza tymi, w których zamartwiam się milionem rzeczy) i nie mam zgagi, która mnie po prostu noc w noc wybudzała. Dzidzia też jakaś taka spokojniejsza ale to może dlatego, że ma mniej miejsca już ;-)
Katka - sto lat!
Makota - współczuję i trzymam kciuki!
Regresowym Maluchom - głowa do góry, rzadko kto moczy się gdy dorośnie, więc i wy się nie poddawajcie w walce ;-)
Dziewczyny, nie narzekajcie na zbyt blisko mieszkających rodziców! Pomyślcie, ze mogliby mieszkać kilkaset km od Was. Moi mieszkają 'jedynie' 25km, przyjeżdżają raz w tygodniu, czasem dwa, a ja zazdroszczę sąsiadce z góry, która się nie szczypie i wychodzi na spotkania, do lekarza, fryzjera, z mężem do kina wieczorami i generalnie nawet gdy jej wyskoczy nagłe łamane przez pilne, to teściów ma za ścianą, a rodziców blok dalej. Mój mąż pracuje na zmiany, po 12h lub więcej, praktycznie jestem skazana na synka, którego samego w domu na długo nie zostawię (gdy chory) a wieźć do rodziców żeby potem nocą po niego wracać nie widzę sensu. I tak jestem wdzięczna, że chociaż tyle tych rodziców mam, moja przyjaciółka nie ma nikogo i tu dopiero orka się zaczyna. Więc uszy do góry, naprawdę nie jest źle!
Acha - żeby nie było, że nie wiem jak to jest - mieszkałam z teściami przez pół roku, wkurzałam się tak jak Wy, a teraz z rozczuleniem tamte czasy wspominam, mimo, że z teściową stosunki nieco, hm, oschłe
