Obejrzyj wideo poniżej, aby zobaczyć, jak zainstalować naszą stronę internetową jako aplikację internetową na ekranie domowym.
Notka: Funkcja ta może nie być dostępna w niektórych przeglądarkach.

)





pomogl mi sie pakowac, ja wzielam prysznic, zrobilam sobie wlosy, lewatywe(nie wiem w jakej kolejnosci..)

mokrych recznikow i pokrowcow od sofy by dzidzia lezala na czysciutkim





. Jakieś skurcze zaczęły się ok12 i były trochę inne niż te wszystkie wcześniejsze. Były rzadkie i nieregularne
. Nagle o 16-tej nabrały tempa
i były co 3-5 min i za każdym razem bardziej odczuwalne. O 16.30 zdecydowaliśmy że jedziemy do szpitala. Tam oczywiście kolejka do przyjęcia w której kazano mi stanąć

. Wyobrażacie sobie - bóle coraz mocniejsze a ja muszę czekać aż jakaś baba w rejestracji wypełni papiery. O 17-tej byłam na oddziale, gdzie podpięto mnie do KTG na pół godziny i w międzyczasie robiono ze mną wywiad, na który starałam się odpowiadać między skurczam
i. Potem przyszedł lekarz, zbadał mnie i stwierdził że rozwarcie prawie pełne
.
. Pytam się go czy mogę rodzić do wody a on do mnie "Kochana nie zdążymy wanny przygotować
, ale może następnym razem tylko proszę przyjechać wcześniej" Dowcipniś. 
.
(przypomniało mi się jak rodziłam syna, że jak poczułam takie parcie to od razu kazali mi przeć bo główka była już wstawiona). Krzyczę do męża żeby zawołał położną bo chyba dziecko wychodzi.. A to wybuchła bomba i odeszły mi wody. Takiego ciśnienia w życiu nie czułam. Zalałam całą podłogę
. Potem kazały mi się położyć i podłączyły mnie znowu do KTG. 

a ja dostałam bóli partych. Przyszła jedna zbadała mnie i mówi " Kochanie jeszcze kilka minut musisz sie powstrzymać bo brakuje pół cm do pełnego rozwarcia" i poszła sobie pić kawkę. A z kilku minut zrobiło się pół godziny

Myślałam że zwariuje. Nie ma nic gorszego chyba nic powstrzymywanie parcia. 

Moje pierwsze słowa jak ją zobaczyłam to: "Boże jakie ona ma długie paznokcie u nóg"
Potem popatrzyłam na mojego męże i zobaczyłam łzy w jego oczach:-). Byłam szczęśliwa.:-):-):-)
Z mężem kabaret sobie zrobiliśmy. Położne ze zdziwieniem zaglądały do boksu, co nam tak wesoło jest ;-) Obok miałam radio na parapecie i leciały bałnsowe hiciory eski, to nawet tańczyłam sobie trochę ;-) O 12 lekarz postanowił przebić pęcherz płodowy, żeby wody wyciekły... i się zaczęło. Od razu skurcze co 2-3 minuty. I to całkiem bolesne :S Chodziłam, skakałam na piłce, leżałam pod ktg... Potem przygotowali mi wannę i poleżałam w niej z 50 minut. Skurcze był tylko trochę mniej bolesne, ale przynajmniej pomiędzy skurczami lepiej się odpoczywało :-) Szyjka rozwierała się powoli, a ja wymiotowałam (na szczęście samą wodą, bo nic od poprzedniej kolacji nie jadłam). I tak cierpiałam do ok 19tej. Było już prawie pełne rozwarcie, ale żeby pomóc szyjce kazali mi na czworaka się fiknąć z tyłkiem do góry i tak przeczekiwać skurcze. To było OKROPNE. A jeszcze bardziej okropne było, jak już chciało mi się przeć, a jeszcze kawałeczek szyjki został do rozwarcia. I to były jedyne chwile, w których jęczałam. Kazali mi się położyć na bok i w momencie skurczu prawą nogę odwieść prostopadle do drugiej i przycisnąć do siebie. Nie byłam w stanie sama tego zrobić, mąż przyciskał. :S Bez przerwy prosiłam 'doktoraaaa, doktoraaa, ja chę już przeć!' aż w końcu położne stwierdziły, że już można
Zrobili z łóżka łóżko porodowe, kazali zająć pozycję startową i JAZDA! Powiem Wam, że parcie to była najprzyjemniejsza część porodu :-) Urodziłam bodajże na 4tym lub 5tym skurczu. Dałam z siebie wszystko! Położne mówiły "Przyj ze złoscią", no to ja się spinałam, powtarzając sobie w myślach, 'ze złością, ze złością' i działało
Położna mnie nacięła, a ja to czułam, chociaż w porównaniu z bólami które przeżyłam to był pikuś. W końcu o 19:45 wyleciała ze mnie córa, z łapką przy buzi :-) Takiej ulgi w życiu nie czułam, od razu zrobiło mi się wesoło ;-) I brzuch tak fajnie opadł. ;] Adę zabrali od razu do odśluzowania, mąż poleciał za nią, a ja spędziłąm fantastycznie kilka minut na rodzeniu łożyska i zszywaniu. Potem dali mi ją do karmienia i w ten oto sposób zakończyliśmy ten męczący, ale jakże konieczny etap pojawienia się naszej córy na świecie :-) 