Witajcie kochane.
Nie jestem w stanie nadrobić zaległości, więc z góry przepraszam. Napiszę tylko co u nas.
Jak pisałam Sabinie Tymon urodził się 6 grudnia o 1.30, ważył 3650g i mierzył 58 cm.
Poród był rodzinny z "osobistą" położną, która okazała się być skarbem. Dopiero jak przyszła do szpitala (ok.23 godz. 5 grudnia) poczułam, że jestem w dobrych rękach. W szpitalu byłam od nocy z 4 na 5 grudnia, bo miałam już skurcze, w co oczywiście nikt mi nie chciał wierzyć, bo nie taka regularność.
Ostatecznie opieka położnej wszystko mi wynagrodziła, bo przy niej czułam się naprawdę dobrze.
Tato przez cały poród spisywał się wspaniale, wspierał mnie, przeciął pępowinę i robił zdjęcia.
W sobotę o 14tej zabrali mi Tymka na naświetlanie, bo wzrosła bilirubina, ale w niedzielę, jak wróciliśmy z kaplicy szpitalnej po mszy ok. 11tej, dostaliśmy Go z powrotem :-). W poniedziałek, mimo że bilirubina znów trochę podskoczyła wypuścili nas ze szpitala.
W międzyczasie miałam nawał pokarmu, akurat wtedy, jak synek był karmiony butlą :-( ale jakoś przez to przeszliśmy.
W domu nie mam czasu na nic, albo zajmuję się Tymkiem albo odpoczywam. Mąż cały czas się nami opiekuje i jest cudowny.
Mnie boli krocze od szwów i chyba to jest najgorsze co zostało po porodzie. Przemywam się tantum rosa i korą z dębu, ale to i tak cholernie boli :-( dziś mąż kupił mi leki przeciwbólowe, żeby choć na trochę zapomnieć o bólu.
Mieliśmy małe spięcie z dziadkami, bo Oni uważają, że mają prawo przychodzić do nas kiedy chcą a my nie mamy prawa reglamentować im odwiedzin u wnusia. Mąż jako głowa rodziny walczy dzielnie ze swoimi rodzicami, bo to o nich chodzi. Myślę, że już niedługo wszytsko się wyjaśni, bo przez to, że mam jest w Łukowie a tato tutaj jest dużo niedopowiedzeń i pretensji.
A wczoraj po długich cierpieniach umarła babcia. Od kilku dni leżała nieprzytomna i miała cały czas podawaną morfinę. Podobno, jak się Tymek urodził to jeszcze coś kontaktowała i tak jakby dała oczami znać, że przyjęła wiadomość o narodzinach prawnuka. Cóż, teraz już na pewno nie cierpi. Został tylko nasz żal i smutek.
Mamusie mam nadzieję, że macie się dobrze, że wasze pociechy chowają się zdrowo a starsze rodzeństwo nie daje Wam za bardzo w kość. Chciałabym wiedzieć co słychać u każdej z Was ale czasu brak na czytanie.
Całuję.