smiejcie sie, smiejcie z mojego mlotka

)) jakby nie on to samochod by tam zostal,a ja z buta z dzieckiem do domu.dobrze, ze w razie czego mialam wozek w samochodzie.
dziunka, moj jest po powaznej operacji, nie moze prowadzic samochodu az do stycznia, a poza tym wczoraj wyszedl z domu pierwszy raz od tygodnia, w sklepie zaczelo mu cos wyciekac z rany i zle siepoczul, zaraz zadzwonil,zeby po niego przyjechali, bo jakbym miala go odwiezc, to nigdy nie dojechalabym do domu, on mieszka w domu po srodku pola, z prywatka (czyt. nieodsniezana) waska zwirowa droga. zadzwonil a mi kazal natychmiast jechac, bo widzial,co sie dzieje na dworze.
najlepsze bylo jak wyjechalam z supermarketu (troszke poza miastem) a tu glowna droga, bokiem idzie matka z wozkiem i drugim malym dzieckiem, jakies 3 lata, ktore ledwo dreptalo za tym wozkiem. myslalam,ze ja zabije za to. moj samochod sie slizga, inne tak samo,a ta p.izda, z dziecmi na drodze i jeszcze stanela i sobie w torbie grzebala!!! otworzylam okno i kazalam jej zejsc z tej drogi (obok chodnik, zeby nie bylo) to jeszcze patrzyla na mnie jak wariatke#
dzisiaj to nas zasypalo na maksa. zimno nie jest, ale sniegu z 70-80cm. z mojej ulicy wyjechal 1 samochod, landrover i tyle. odsniezylam moje dojscie do domu,schodki i dojscie starszej sasiadki i musialam wziac prysznic, tak sie spocilam. bramy nie moglam otworzyc, tyle sniegu.szkoda,ze nie mamy sanek,ale amelka by sie cieszyla, super pogoda.