Wlasnie mialam podobna sytuacje, urodzilam przez CC i od urodzenia karmie mlekiem modyfikowanym. W szpitalu polozna powiedziala do mnie taki tekst : "skoro nie karmi pani piersia,to niech chociaz troche milosci mu pani okaze" !!!!
ZBLEDLAM.
Słysząc taki tekst ja chybabym wpadła w doła. Przy pierwszym dziecku tak bardzo chciałam wszystko naturalnie. Poród w wodzie, karmienie piersią... Niestety miałam zatrucie ciążowe i musiałam mieć wywoływany poród, ze znieczuleniem, do tego końskie dawki leków na obniżenie ciśnienia. Byłam jak naćpana, wszystko było mi jedno. Mała miała 2,5 kg i nie umiała ssać. Była karmiona przez sondę, bo się uparłam żeby była na piersi. Ale niestety się nie udało, bo miałam mało pokarmu, dużo stresu i za rzadko odciągałam. Przeszliśmy na mm i butelkę. Powiedziałam sobie wtedy, że następnym razem już nie będę taka głupia, nie da się to trudno.
Ale zaczęło się tak dobrze. Żadnych problemów w ciąży, tylko synek się na świat nie spieszył i znowu poród wywoływany, tym razem po terminie. Ale nie chcieli mi dać znieczulenia, nawet anestezjologa nie zawołali. Mój próg bólu jest bardzo niski, płakałam z bólu przy 4 cm. Miałam dość i chciałam cesarki. A jak lekarz mi przekłuł wody i okazało się, że są zielone to wpadłam w histerie. Co ciekawe, po 5 min już było pełne rozwarcie i to położna mnie namówiła na poród. Udało się, byłam z siebie taka dumna. I mały się do piersi przystawił. Jak w książce. Wychodziliśmy ze szpitala 3 dnia i mały ciągle tylko na piersi. W nocy bajeczka się skończyła, bo wypił wszystko, a miałam całe piersi obrzmiałe, i chciał jeszcze. I darł się... Mąż pojechał do apteki po mleko, a ja płakałam, bo tak chciałam karmić piersią i już dałam się oszukać. W sumie to też powodowało konflikty między nami, bo zawsze próbowałam robić wszystko by nie trzeba było dać butelki. Dopiero jak nagle się mleczko skończyło zaczęłam normalnie myśleć. A przecież już to przechodziłam. Naprawdę, w tym czasie takie teksty by mnie wpędziły w wielki czarny dół.
Co do
teściowych, to moja generalnie się stara i pomaga, tylko mysli że wie lepiej. Często to jest właśnie powodem konfliktów, bo nie słucha nas i czasem podważa nasz autorytet. No i wolałaby pewnie inną synową, taką co gotuje :-), wiecznie sprząta i robi przy mężu

. No jednym słowem kurę domową.
Amerie jak tam Leoś?
Ja chyba jutro też pójdę do lekarza, bo nie widzę poprawy, a właściwie to chyba jest gorzej z tymi jego kupkami i jedzeniem.