reklama

Listopadowe mamy 2018

reklama
Wczoraj wstałam w wannie po kąpieli, patrzę a pod nogami krew. Myślę: No nie... Jechać na IP czy następnego dnia do lekarza. Podnoszę wzrok a na brzegu wanny krew. Myślę: Jak to? Następnie patrzę w lustro a tam krew pod nosem.... ufff. Puściła mi się tylko krew z nosa a nie poczulam tego i akurat przetarlam twarz... widocznie ręki z skapała na wannę...
Ale się wystraszyłam. :baffled:
 
Wczoraj wstałam w wannie po kąpieli, patrzę a pod nogami krew. Myślę: No nie... Jechać na IP czy następnego dnia do lekarza. Podnoszę wzrok a na brzegu wanny krew. Myślę: Jak to? Następnie patrzę w lustro a tam krew pod nosem.... ufff. Puściła mi się tylko krew z nosa a nie poczulam tego i akurat przetarlam twarz... widocznie ręki z skapała na wannę...
Ale się wystraszyłam. :baffled:
O matko... można zejść ze strachu :) dobrze ze wszystko ok
 
Wczoraj wstałam w wannie po kąpieli, patrzę a pod nogami krew. Myślę: No nie... Jechać na IP czy następnego dnia do lekarza. Podnoszę wzrok a na brzegu wanny krew. Myślę: Jak to? Następnie patrzę w lustro a tam krew pod nosem.... ufff. Puściła mi się tylko krew z nosa a nie poczulam tego i akurat przetarlam twarz... widocznie ręki z skapała na wannę...
Ale się wystraszyłam. :baffled:

O kurcze, wspołczuję stresu!
W 1 ciaży goliłam się, miałam już wielki brzuch i depilacja to byl wyczyn. Wyszłam z wanny, odwracam się, a tam plamy krwi, w wannie i na podłodze, okazało się, ze skaleczyłam się w kostkę :/
 
reklama
hej dziewczyny trochę was nadrabiałam bo ostatnio nie miałam czasu . W 1 ciązy czułam się super teraz jest ciężko ciągle mam mdłości a wczoraj już mało brakowało do wymiotów, poza tym kręci mi się coraz w głowie w nocy śnią się dziwne rzeczy i budze się cała mokra nie wiem czy to przez sny czy może jest za ciepło w domu , podobno w ciąży człowiek ma inna wentylacje :)
W święta powiedzieliśmy rodzinie to były brawa wszyscy się cieszyli teściowa ze łzami w oczach . Wizyte mam 17 kwietnia więc czekam cierpliwie :)
 

Nowe wątki

reklama
reklama
Wróć
Do góry