Wspominacie tu grzybka mombella do zabawy. Tak się cieszyłam, kiedy przypadkowo natknęłam się na niego w Rossmannie, kupiłam od razu. Synek zachwycony od pierwszego razu, ja także, że znalazłam taką świetną zabawkę. Do czasu aż nie odłożył go na bok. To, jak wszystko się do niego przykleja to jakiś koszmar. Wystarczy, że upuści na kocyk i już jest cały w farfoclach

a jak stał na stoliku nocnym przy naszym łóżku to rano był pokryty warstwą kurzu... Ja wiem, że o higienę zabawek do gryzienia trzeba dbać, ale tego grzybka aż do przesady musiałabym płukać kilka razy podczas jednej zabawy, kiedy dziecko bawi się i odkłada i tak w kółko, żebym miała poczucie, że mi nie zjada farfocli... Jak Wy sobie z tym radzicie?