Ja też tak miałam wszystko zaplanowane, ale życie wszystko zweryfikowało. Syn okazał się alergikiem, atopikiem i anafilaktykiem. Lekarz zabronił go oddać do placówki, a opiekunki bały się nim opiekować, bo za duża odpowiedzialność. Najlepsze że nikt w rodzinie nie ma żadnych problemów z alergia

Musiałam zrezygnować z pełnowymiarowej pracy, a jak już poslalam młodego do przedszkola to pojawiły się problemy z mową i relacjami z innymi. Po wizycie u psychologa okazało się że lepiej by mały nie chodził do przedszkola, bo lepiej będzie się rozwijał w domu. No i tak zostałam pełnoetatową kura domowa, a syn rzeczywiście zaczął szybko nadrabiać cofnięcie rozwojowe spowodowane przedszkolem. Ja z dziećmi z genami mojego męża mogę sobie planować