Kochane, wreszcie po 2 tygodniach zasiadłam do kompa i mogę napisać w spokoju ci u nas.
Jak już wiecie akcja z cc była bardzo szybka. Dziś, patrząc na to mogę śmiało powiedzieć, że KTOŚ nad nami czuwał. Moje obawy o brak ruchów Theo w ostatnich dniach nie były bezpodstawne. W czasie operacji okazało się,że Theo miał bardzo długą pępowine, która była umiejscowiona przed główką. Raz, groziło to wypadnięciem (dzięki Bogu leżałam w szpitalu, więc swoją zmniejszoną aktywnością troszkę pomogłam zapobiec najgorszemu), a dwa...Theo sukcesywnie własną główką utrudniał przepływ wszystkiego. Stąd jego skokowe rośnięcie, różne dziwne formy aktywności i w końcu płaska linia wysokiego tętna. Gdyby nie moje przeczucia i wsłuchiwanie się w siebie ciągle, nie wiem jakby się to skończyło, bowiem dla lekarzy, którzy podczas mojego pobytu w szpitalu przychodzili co rano, było to nie do uchwycenia. Tym oto sposobem, jeszcze o 11 rano w czwartek jeden z nich uznał,że trzeba mnie wypisać, a niedługo po tym, Theo był na świecie.
W sumie tylko dzięki moim lekarzom prowadzącym, którzy zawsze mnie słuchali nie doszło do najgorszego.
Cesarkę robiła moja lekarz, więc czułam się na prawdę bezpiecznie. Na prawdę pod względem samego cięcia, to najlepsza moja cesarka. Samopoczucie po różnie. W piątek spadła mi krew tak,że wieczorem przetoczyli mi 3 jednostki krwi. Nie byłam w stanie w ogóle funkcjonować. W sobotę już czułam się lepiej, ale znowu ból się bardzo nasilił i w krwi pokazała się infekcja, więc podali mi antybiotyk. Byłam jednak mobilna, sama zajmowałam się Theo. Tomek ile mógł, tyle u mnie był, ale jednak musiał też siedzieć z dziećmi w domku. Na szczęście położne kochane, zawsze skore do pomocy.
W domku radość dzieci nie do opisania. Marcel ubóstwia braciszka. Bardzo pomaga w opiece. Dziewczynki super sobie radzą z wszelkimi czynnościami. Jestem z nich bardzo dumna

Theo póki co je często, ale mało. Podejrzewam,że powodem jest żółtaczka, której troszkę ma. Śpi sporo, ale przez to jedzenie w nocy mamy kilka przerw. Wiadomo,że mi trudno póki co ogarnąć wszystko w domu, bo jednak cały porządek dnia uległ zburzeniu, ale mam nadzieję,że póki mąż do pracy wróci uda nam się wpaść w nową rutynę.
Ja czuję się coraz lepiej. Wreszcie mogę się swobodnie położyć, wstać i obrócić. Hormony troszkę buzują, ale nie jestem szkodliwa dla otoczenia

Bardzo się cieszę,że mam już wszystko za sobą. Że ta 5 cc wcale taka straszna nie była. Że nikt mi nie zabronił mieć więcej dzieci

Tęsknię za brzuszkiem, bo przez to wszystko nawet nie zdążyłam fotki na koniec zrobić

Ciąża trudna, choć męcząca dopiero pod koniec. Poród nerwowy, ale szybki i sprawny. Kupa pięknych wspomnień, które na zawsze zostają w sercu....więcej dzieci nie planuję, ale.....nigdy nie mówię nigdy
Serdeczne gratulacje dla każdej Mamusi.
Choco, Bozienka, Caro, NowaNatka, M@linka, Margarita, Tiniaq, Madisoni, wszystkiego najlepszego dla Was!!!



Ze względu na moja nieobecność bardzo proszę o info na priv z danymi Waszych skarbeczków, abym mogła ich dodać do listy 