Czesc Dziewuszki!
Wiem, ze zniknelam na 2 tygodnie, wlasnie dokonczylam Was czytac (jejku no ile Wy produkujecie).
Od razu ostrzegam, ze bedzie dlugo...
Przede wszystkim na USG polowkowym wyszlo, ze dzidzius jest zdrowy ALE wyszlo tez, ze to chlopiec.
No i zalamalam sie nerwowo w szpitalu, nie mogli mnie uspokoic, nie potrafie Wam teraz nawet opisac co sie ze mna dzialo.
Zostawili mnie na noc a pozniej chodzilam 2 razy w tygodniu do psychologa.
Teraz jest juz OK, potrafie na to wszystko spojrzec juz realnie.
Jak tak mniej wiecej z moich postow wywnioskowalyscie moje zycie jest totalnie pokomplikowane i bardzo intensywne.
Poza pestka czyli posiadaniem 2 dzieci i prowadzeniem domu:
- mam 2 firmy na glowie, moja pracownica zlamala noge i nie wraca, ciagle nie moge znalezc nikogo na jej miejsce (zwolnilam wczoraj kolejna dziewczyne), a z mojego sprzatania domkow sie utrzymujemy, bez tego wyladowalibysmy pod mostem
- rok temu kupilismy dom do remontu, zdjelismy caly strych i wybudwalismy pietro (ktore obecnie nie ma nawet scian) a dol jest orginal z 37 roku wiec tez wszystko do remontu, samo to jest juz super stresujace, na dole nie ma zadnych drzwi (zero prywatnosci), ani jednego clozetu wiec ciuchy mam poukladane na polkach na ksiazki a w pokoju slonecznym, ktory jest jedynym skonczonym pokojem mam pelno pudel, rzeczy, ktore czekaja na rozpakowanie, przejrzenie, sprzedaz, wypranie itd., do tego ja jestem maniaczka czystosci i przebywajac caly czas w takim balaganie juz mnie to doprowadza do szewskiej pasji, wszystko to robimy sami zupelnie (w tamten weekend wstawialismy okna na dole na przyklad) musi to zaaprobowac inspektor, ktory przypierdziela sie do najmniejszej *******y i dlatego nas tak spowalnia
- moj maz ma bardzo dobra prace, z ktorej nie moze odejsc bo by stracil duzo benefitow m.in. ubezpieczenie (ktorego nie ma teraz wypracowanego nawet) i emeryture ale od 2 lat maja kryzys, dopiero co 9 miesiecy nie pracowal (nie moze pobierac kuroniowki tez), teraz wrocil do pracy ale liczymy kazdy tydzien i na zime na bank straci znowu prace, kiedy/czy wroci na wiosne to jest jedna niewiadoma, innej pracy nie moze znalezc bo po pierwsze sam wykancza dom a po drugie u niego jest tak, ze dzwonia wieczorem nagle jakiegos dnia, ze ma byc nastepnego dnia w pracy
- no i nie ukrywam, ze nasze dziecko jest wpadka, postanowilismy je urodzic ale placimy bardzo duza cene za to.
Tak podsumowujac krotko.
Takze, to, ze sie okazalo, ze to chlopczyk tak jakby przelalo juz moja granice wytrzymalosci i nie moglam juz wiecej zniesc.
Teraz zbieram sie jakos do kupy, powoli sie przyzwyczajam do mysli, ze bedziemy mieli synka. Spisalam sobie na kartce wszystkie dobre rzeczy. Imie moze kiedys do nas przyjdzie...
Najbardziej mi zal bo jest to ostatnie nasze dziecko (po porodzie podwiazuje sobie jajniki) a tak bardzo marzylam o malej Megi...
Reszta problemow no coz staram sie nie denerwowac czyms czego nie moge zmienic.
W niedziele dostalam juz skurczow porodowych ale okazal sie falszywy alarm, przesadzilismy z mezem z przytulankami. Pozniej w pn mialam wizyte u lekarza, ciagle mam te bole brzucha ale juz sie do nich przyzwyczailam. Lekarz powiedzial, ze nic nie widzi ale zlecil badania i ciagle naciska na polozenie sie do lozka, no coz raczej nie w tym zyciu.
W srode zadzwonil, ze mam jakas infekcje no i akurat juz zaczelo swedziec jak cholera. Na szczescie przefaksowal recepte do apteki kolo domku, ktory akurat sprzatalam i od razu zaczelam brac antybiotyk i masc i juz jest dobrze.
W piatek zadzwonila do mnie Kevina nauczycielka, ze moj syn jest niegrzeczny i biega po klasie i nie slucha i normalnie w szoku jestem. We wtorek ide z nia porozmawiac.
Odkrylam tez, ze w poniedzialek nie ma szkoly a ja mam 2 domki i zadnej dziewczyny do pomocy wiec znowu kombinacje alpejskie.
No i tak to dziewuszki wyglada...