U nas dzisiaj okropny dzień:-(. I jeszcze w dodatku w 8 m-cy po porodzie. Rano nosiłam Martynkę po kuchni była bardzo marudna i płakała więc spacerowaliśmy, na gazie gotowała się zupka na obiad dla małej. Kuchnię mamy malutką, przechodziłam z nią obok kuchenki gazowej i Martynia wyrwała mi się i pociągnęła za ucho garnka

. Garnek z zupą poleciał na moje nogi i bryznęło malutkiej na nóżkę:-(. Na szczęście mąż był w domu, zdjęłam jej szybko rajstopki i pod wodę. Polewałam długo, a ona tak płakała. Przyłożyłam zimną, mokrą pieluszkę na poparzenie, owinęliśmy malutką w kocyk i na oddział ratunkowy. Na szczęście oparzenie nie jest rozległe, ani nie głębokie, ale i tak nie mogę sobie wybaczyć. Łzy same mi się cisną do oczu jak tylko o tym pomyślę. Założyli malutkiej opatrunek i mamy codziennie przyjeżdżać na zmianę opatrunku. Całe szczęście zupka nie była wrząca.Koszmarny dzień!
Jak mogłam być, taka nierozsądna. Z dzieckiem się nie wchodzi do kuchni, jeżeli się coś gotuje zwłaszcza, że kuchnia jest malutka.
Teraz Skarbik śpi umęczona wrażeniami, a ja czuję się okropnie. Z tego wszystkiego sama zapomniałam, że mam poparzone nogi.