u nas jeszcze bez ząbków, ale marudzimy.. też na dolne jedynki.. i górną trójkę

ząbków gratuluję!!
wczorajszy dzień bez rewelacji.. teściowa wyjątkowo mało mnie wkurzała.. myśli, że się obraziłam, bo ostatnią rozmowę tel prowadziłam dość... zdawkowo.. pyta o głupoty to ma głupie odpowiedzi.. i oczywiście uważa mnie za wyrodna, nieodpowiedzialną matkę, bo ze stanem podgorączkowym nie poleciałam po antybiotyk (dla Barta) i jeszcze dla Nutelki tak na wszelki wypadek, bo Barti może ją zarazić- głipia krowa.. i co? była spokojna, a i tak się wkurzyłam!
nawet moja mamunia zadzwoniła do Miśka z życzeniami.. ściemniała, że się przejmuje moim palcem.. któreś z rodzeństwa musiało jej powiedzieć, bo ona nie raczyła odebrać tel... (pracuje w przychodni i chciałam ją bezwzględnie wykorzystać, ale huśtała się w Austrii:/)..
aaaaa. jakoś wszyscy nagle chcą żebyśmy zrezygnowali z przedszkola Bartka, bo choroby, bo pieniądze, zaprowadzanie... ale kuźwa to ja zaprowadzam, ja płace, a choroby musi przejść teraz, albo za rok. ostro wybieram się niedługo do pracy i jakoś nie ma nikogo żeby zostać z dziećmi, więc czego oni oczekują? że Miśkowe 2500 nam wystarczy?? jeszcze jak bezczelnie teściowa zagadała z uśmiechem- "co? teraz wam się ukróciło?" - miała na myśli brak nadgodzin i przepracowanych wybitek. ja się nie dziwie, że Misiek wolał pożyczać kasę (kilka lat temu i chyba znów trzeba będzie) od mojej walniętej, biednej matki niż bogatej swojej mamusi.
no i po co się nakręcam?
pogoda ładna, ale Bartek dziś wstał z kaszlem i katarem:/ a przecież ostatnie 3 dni było w porządku! znowu będzie na mnie, bo wczoraj wzięłam go na spacer..
litości... niech się zdarzy coś dobrego...