Pieszczoszka

) A Ty myslisz, ze jak Laura nauczy się chodzic to juz nie bedzie sie czolgac po trawie, kamieniach czy chodniku?

)) Wlasnie wtedy bedzie

) I nie ma w tym nic zlego. Mlody chodzi juz od dwoch miesiecy a i tak dalej pada na kolana jak go zainteresuje cos na ziemii, albo jak po prostu sie przewróci - i zasuwa na czterech czasami

Dzieci beda miksować chodzenie i raczkowanie jeszcze jakis czas, zanim sie dobrze nie naucza chodzic, a to trwa
No i jak ide z małym np. do sklepu bez wozka to wcale nie jest fajnie

Owszem - on przeszczęśliwy, a ja uchetana jak klacz: pilnuj gdzie lezie, pilnuj co go zainteresuje - najlepsze sa pety na chodniku, ogarniaj inne dzieci, do ktoeych on wyrywa i wsadza im palec w nos czy oko rechoczac przy tym radośnie, odsuwaj go od samochodow, ktore wszystkie musi obmacać i wsadzac palce w biezniki opon (zamilowanie od dziadka, bo dziadem czasami bierze go do warsztatu jak naprawia auta i maly mu "pomaga"),tachaj zakupy (ktore do tej pory jechaly w wozku). A wozka i dziecka nie ogarniam - musze miec dwie rece wolne, dlatego chodze z plecakiem.
Tak wiec - ja rozumiem, dlaczego tak czekasz na chodzenie corki, kazda z nas czeka/ła niecierpliwie. Nie miej tylko zludzen, ze jej chodzenie coś Ci uprosci

)) Bedziesz bardziej wykonczona a kregosłup bedziesz miala zwinięty w trąbkę

)) Latwiej nie bedzie, na pewno nie przez pierwsze kilka miesiecy

)